Sztuka czekania według Mariana

Marian tak naprawdę nie czekał, choć patrząc na niego, można było być przekonanym, że jest inaczej. Może dlatego, że wyglądał jakby czekał. Ale to złudzenie. Odkryłem to, gdy sam poznałem ten sekret, który był jednocześnie odpowiedzią na pytanie:

Co robić, by nie denerwować się podczas czekania?

Odpowiedź okazała się bardzo prosta.

Zdradzę ją za chwilę, bo co by to był za tekst o czekaniu, bez czekania… .
Wszak życie ciągle pcha nas do kolejki, w której musimy czekać. Są nawet prawa tym rządzące:

Prawo kolejki sklepowej, które mówi, że druga kolejka jest zawsze szybka.

Najciekawsze jest to, że to prawo obowiązuje również po zmianie kolejki na tę szybszą.
To jedno z tych praw, których działania, wiele razy doświadczyłem na własnej skórze. Być może ty również. I nie powiesz, że to nie działa.

Marian nie czekał nigdy w kolejce sklepowej, więc jego to prawo nie obowiązywało. Stał za to wiele razy w kolejce do dużego pokoju, by stamtąd dostać się na balkon. Raz stał jako pierwszy. Innym razem stał za swoim kolegą, również kotem. (Imienia póki co nie zdradzę, gdyż ten zastrzegł sobie prawa do publikacji, zanim nie przekona się, że moja strona to coś poważnego i trwałego, bo on na byle czym nie będzie się afiszował. Tak więc, póki co, na określeniu „kot”, pozostańmy.

Jak radził sobie Marian z czekaniem, gdy był drugi, a na dodatek nie wiadomo było, kiedy otworzą się drzwi do pokoju i czy w ogóle się otworzą?

Według tego, co zdążyłem zaobserwować, radził sobie całkiem dobrze. Niestety nie zdradził mi, co robił w tym czasie, gdy zadzierał swoją główkę do góry i dawał wszystkim idącym do kuchni znak, że on tu czeka i bardzo chce iść na balkon. (Marian uwielbiał leżeć na balkonie. Robił to zawsze, gdy tylko było ciepło i kiedy nadarzyła się taka okazja.)

Ponieważ bardzo zależało mi na tym, by samemu poznać tajemnicę, co robić, by nie denerwować się podczas czekania na cokolwiek, czy kogokolwiek, zwłaszcza, gdy jest to coś ważnego, lub ktoś ważny, postanowiłem nie czekać, aż Marian przemówi ludzkim głosem i samemu poszukać tej, jakże cennej dla ludzkości, odpowiedzi.
Znalazłem ją u Eckharta Tolle w „Praktykowaniu potęgi teraźniejszości”. Według niego, gdy czekasz, rezygnujesz z tego, co masz, bo chcesz coś, czego nie masz.

Oczekiwanie na cokolwiek wywołuje wewnętrzny konflikt między teraźniejszością, w której wolałbyś nie być, a urojoną przyszłością, w której chciałbyś się znaleźć.

I co w tym złego?

Przecież większość ludzi tak żyje i to na całym świecie. Ustalają cele, marzenia, robią plany, by potem dążyć do ich realizacji. Jednocześnie nie mogą się doczekać, kiedy znajdą się na mecie swoich starań. A meta bywa kapryśna – raz do niej docierają, innym razem nie.

Co wtedy?
Co z radością, której mieli doświadczyć? Spokojem, szczęściem, wolnością? Czemu życie jest takie niesprawiedliwe – wołają w nadziei, że w odpowiedzi znajdą siły do nowych zmagań w drodze do osiągnięcia kolejnych celów.

Kiedy Marian nie dostawał ode mnie jeść (mokrej karmy z saszetki) od razu, gdy o to prosił, nie sprawiał wrażenia nieszczęśliwego. Chwilę pochodził wokół nogi, zawijając się swoim wirtualnym ogonem (ten, który miał, był na to zbyt krótki), po czym kładł się na dywanie i albo się mył, albo po prostu leżał. Był jednak czujny. Nie przestawał czekać na jedzenie, bo gdy tylko wstawałem z fotela, on podrywał się na swoje króciutkie nóżki i pędził przede mną w kierunku kuchni.

Na początku robił to bez zatrzymywania się. Z czasem jednak, co kawałek sprawdzał, czy idę, bo może coś mnie zatrzymało, albo wcale nie miałem zamiaru znaleźć się w pobliżu jego miseczki.
Jako przyjaciel Mariana, nie robiłem go w konia i jeśli wiedziałem, że chce jeść, to gdy wstawałem, to szedłem do kuchni. Tam jak zwykle zostawałem bucnięty w dłoń, w której trzymałem saszetkę (w podziękowaniu za przyjście), co działało jak guzik, po wciśnięciu którego na mojej twarzy pojawiał się uśmiech.

Ale co z czekaniem, by wydaje się, że trochę odbiegłem od tematu… ?

Nie odbiegłem. To tylko pozory, bo Marian – choć nie czytał książki Tolle, wiedział, co robić, gdy na coś czekał. Gdyby połączyć wiedzę z książki, z obserwacją Mariana, pojawia się bardzo prosta odpowiedź na pytanie, co robić, by nie denerwować się podczas czekania:

Nie czekać.

Wróć do chwili obecnej i ciesz się istnieniem. Kiedy jesteś obecny nie musisz na nic czekać. Gdy następnym razem ktoś ci powie:Wybacz, że kazałem ci czekać, po prostu odpowiedz: Nie szkodzi, wcale nie czekałem. Po prostu stałem sobie i cieszyłem się sobą. 

Nie czekać, tylko być tu i teraz całym sobą, całą swoją uwagą.

Skupić się na swoim ciele, odczuciach z niego płynących, stopach, które dotykają podłoża. Chłonąć całym sobą to, czym wypełniona jest obecna chwila.
Jeśli okaże się to zbyt trudne, można się czymś zająć – wykorzystać czas na naukę języka obcego, wgranego do telefonu, lekturą kieszonkowego wydania książki lub ebooka na telefonie, albo po prostu obserwowaniem ludzi. To ostatnie jest jak oglądanie filmu. Ciekawe są wyrazy twarzy, spojrzenia, postawa ciała, czasem rozmowy. Wtedy nie ma kiedy się niecierpliwić. Jeśli nie mamy wpływu na szybkość przesuwania się kolejki ludzi, czy samochodów – po co marnować swoją energię i psuć sobie nastrój? Przecież zamiast tego możemy po prostu być – w spokoju, z myślami o czymś bardzo przyjemnym, otoczeni ulubioną muzyką, albo widokami za samochodową szybą.

Proste, prawda? Marian też to wiedział, dlatego nie tracił czasu i energii na czekanie. On po prostu cieszył się życiem. Cieszył się tym, co jest. A jeśli czegoś nie było, to wiedział, że zawsze można znaleźć coś innego. Bo czemu nie?

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •