Rozdz. II. Cz. 1. Szlaban

Na skróty

1. Szlaban

Odkąd Afik znalazł magiczne okulary, już trzy razy zdążył spotkać się z przyjaciółmi w parku. Na początku nie mogli uwierzyć, że niby świecą kolorami tęczy. Tym bardziej, że kiedy je pokazał, nic takiego się nie działo. Najważniejsze jednak, że wtedy wszystko dobrze się skończyło, a pies, który tak ich wystraszył, więcej w parku się nie pojawił.

W ostatnią sobotę, Afika odwiedził Bączek. Mały rudzielec, który od czasu do czasu, przyjeżdża razem z Kasią, przyjaciółką Oli. Zwykle zjawia się z Fafikiem – dużym labradorem w kolorze kawy z mlekiem, dlatego dziwne było, że tym razem z samochodu wysiadł tylko Bączek.

– Cześć Bączek! A gdzie Fafik? – zapytał Afik, biegnąc się przywitać z kolegą.

– A, Fafik. Jakby ci to powiedzieć… – powoli, jakby składał litery, zaczął tłumaczyć Bączek. – Bo wiesz, Fafik ma szlaban.
Szlaban? A co to takiego? Czyżby Bączek miał na myśli taki długi biało czerwony drąg opuszczany na drogę, gdy ma nadjechać pociąg? – zastanawiał się Afik. Wpatrywał się jednocześnie w Bączka, licząc, że ten dorzuci parę dokładniejszych informacji dla wyjaśnienia.
Widząc zdziwioną minę kolegi, Bączek wydukał w końcu, o co chodzi z tym szlabanem.

– Już byliśmy spakowani i mieliśmy jechać, gdy Fafik biegnąc do samochodu, nie wyrobił na zakręcie w korytarzu i wpadł w ulubiony flakon pani Uli. Żeby tego było mało, kiedy wstawał i chciał uciec, zahaczył o kwietnik i na ziemię spadły dwie duże paprotki. Mówię ci, ziemia była wszędzie, a podłoga wyglądała jak mały ogródek. No i gdy pani Ula to zobaczyła, tak się zdenerwowała, że od razu dała Fafikowi szlaban na tydzień – tu znów padło dziwne słowo, które Afik wciąż nie rozumiał.

– No co tak patrzysz? Szlaban dostał. To znaczy, że nie może wyjeżdżać na żadne rodzinne wycieczki. No chyba, że jadą wszyscy. Ale tym razem mama Kasi zostawała w domu, więc Fafik został razem z nią – wyjaśnił Bączek.
Afik posmutniał trochę, bo uwielbiał bawić się psem Kasi, ale cóż. Bywa i tak. Tym razem musiał mu wystarczyć sam Bączek.

Cały dzień dwa kociaki jak nakręcone szalały po ogrodzie, domu i drewutni. Po południu ucięły sobie małą drzemkę, która nie trwała długo, bo nieoczekiwanie przerwał ją głos Kasi.

– Tak, tak kochany rudzielcu. Czas wizyty dobiegł końca i pora się pożegnać. W przyszłą sobotę widzimy się oczywiście u nas. Afik mam nadzieję, też się zjawi, bo bez niego nasze rozrabiaki, chodzą smutne cały dzień.

Z takiego zaproszenia nie można było nie skorzystać, więc tydzień później, Ola i Afik wybrali się w odwiedziny do Kasi. Gdy tylko wysiedli z samochodu, Bączek wziął Afika na bok i coś wyszeptał mu do ucha. Chwilę ze sobą rozmawiali, po czym, jakby nigdy nic, pobiegli do Fafika.

– Cześć Fafik! Fajnie cię widzieć. Trochę się stęskniłem – przywitał się Afik, na co Fafik odszczeknął krótkim: Cześć! I pobiegł na swoje legowisko w kącie tarasu.

– Aż tak z nim źle? – przyciszonym głosem, Afik dopytywał Bączka.

– I to jeszcze jak? Od tygodnia jest taki. Ani się bawić nie chce, ani pożartować. Ciągle tylko chodzi i rozpamiętuje tamten wyjazd i szlaban, który dostał. Przecież nie stało się nic takiego. Wazon nie był jakiś cenny, a paprotkom nic się nie stało. Więc wciąż nie wie, o co tyle hałasu.

Widać było, że Fafik bardzo to przeżywa. To był jego pierwszy szlaban i był przekonany, że kara była za surowa. Owszem, mógłby jakoś przełknąć zakaz biegania po ogrodzie, albo brak smakołyków przez dwa dni, ale żeby nie pozwolić mu odwiedzić przyjaciela? Tego nie mógł zrozumieć i do dziś gniewa się trochę na panią Ulę. Ona nie dostała szlabanu od Fafika, gdy niechcący rozjechała jego ulubionego gryzaka, a innym razem niespodziewanie włączyła zraszacze. To była najnieprzyjemniejsza pobudka w życiu Fafika. Tak smacznie spał sobie w trawie, a tu nagle jak nie zacznie w niego strzelać strumieniami wody. Trochę wpadło prosto w oczy, co nie było najprzyjemniejsze. I co? Żadnego szlabanu. Tylko zwykłe: Przepraszam, Fafik. Nie chciałam. Nie zauważyłam twojego gryzaka. A zraszacze włączyłam przez przypadek.
Ale co mu z przeprosin, skoro gryzak wylądował w śmietniku, a nowy nie jest już taki fajny, jak tamten.

Z głową przy ziemi, Fafik użalał się nad swoim psim losem. Nie bardzo było wiadomo, jak mu pomóc? W końcu nie będzie tak leżał wiecznie, bo szkoda na to życia. No i reszta czeka na to, by ich pogonić po ogrodzie. Tylko Fafik wie, jak to zrobić, by wyło wesoło, a zarazem trochę niebezpiecznie. No bo nie jest łatwo na pełnej prędkości wziąć zakręt tuż przed ogrodzeniem, albo wyskoczyć na drzewo, jednocześnie z niego nie spadając. Ale dwa futrzaki uwielbiały takie gonitwy. Miauczenie i szczekanie, słychać było przy tej okazji w całej okolicy. Dobrze, że sąsiedzi zdążyli się już do nich przyzwyczaić, bo inaczej, co chwilę rodzice Uli musieliby się tłumaczyć paniom z towarzystwa opieki nad zwierzętami, albo straży miejskiej.

– Wstawaj Fafik! Koniec tego marudzenia! Mam coś, co na pewno poprawi ci humor. A może nawet sprawi, że przestaniesz się smucić i wspominać tamtą sobotę i nieszczęsny szlaban – tymi ostatnimi słowami, Afik sprawił, że Fafik otworzył szerzej oczy i nadstawił uszu. Widać było, że jest nadzieja na poprawę, a Afik miał pomysł, jak tego dokonać.
Nic nie mówiąc, pobiegł do domu, wskoczył na kanapę i z małej, sznurkowej torby, wyciągnął zestaw ratunkowy. Złapał go w zęby i dał susa w stronę drzwi na taras.
Już po chwili siedział przed Fafikiem i opowiadał o niezwykłej mocy magicznych okularów. I choć do tej pory tylko dwa razy widział, jak świecą kolorami tęczy, to miał nadzieję, że to nie były jedyne dwa razy. Przecież czary nie mogły się tak szybko wyczerpać. To nie baterie, tylko coś zupełnie innego. Tak przynajmniej myślał Afik, podając okulary Fafikowi.

– Masz. Załóż je. Zobaczymy, czy coś się stanie, bo sam tak naprawdę nie wiem, co sprawia, że działają. Nie mają żadnego włącznika i do końca nie wiem, do czego służą. Ale dwa razy bardzo mi pomogły i wierzę, że zrobią to i tym razem.
Fafik popatrzył na okulary, potem na Afika i znów na okulary. Jego oczy z każdą chwilą, wypełniały się coraz większym światłem. Jakby budził się z długiego i głębokiego snu. Nie protestując, założył okulary i… kompletnie nic się nie wydarzyło.
Rozglądał się na prawo i na lewo, ale okulary wciąż były zwykłymi okularami.

– O czym teraz myślisz, Fafik? – zapytał Afik, któremu przyszła mu do głowy pewna myśl.

– O niczym. A o czym mam myśleć?

– Pomyśl o tym, co się stało tamtej soboty. Jak zostałeś w domu z panią Ulą, smutny i zły.

Fafik zamknął na chwilę oczy i wrócił myślami to tamtego dnia. Gdy tylko to zrobił, z okularami zaczęło dziać się coś dziwnego. Najpierw ich kolor stał się nieco żywszy. Normalnie były błękitne, a ich powierzchnia była matowa, przez co nic się w oprawkach nie odbijało. Teraz ich błękit nabrał głębi, jakby ktoś w środku zaświecił światło. Robiły się coraz jaśniejsze i jaśniejsze, aż nagle – podobnie jak w parku – rozbłysnęły wszystkimi kolorami tęczy. W jednej chwili cały taras, dom i ogród, zalało tęczowe światło, jakby ktoś wylał tu mnóstwo farby w różnych kolorach.
– Ha! Jednak działają! Naprawdę działają i są magiczne! Wiedziałem – podskakując z radości, Afik nie mógł przestać krzyczeć, kręcąc przy tym swoim króciutkim ogonkiem, jakby za chwilę miał wystartować w podniebny lot.
Bączek w tym czasie siedział jak zaczarowany. To samo Fafik, który w jednej chwili znieruchomiał, jakby ktoś zamienił go w wielki, włochaty głaz.

– Mów, co widzisz! – ponaglał Afik. Wiedział, że właśnie w tym momencie, Fafik oglądał niezwykły film. Patrzył na coś, o czym nie miał pojęcia, a co mogło mu pomóc odkryć, co tak naprawdę stało się tamtego feralnego dnia. Po jego minie widać było, że zupełnie się tego nie spodziewał.

c.d.n.

1. Szlaban – pobierz wersję pdf

Więcej o bajce “1. Szlaban”

Czy może ze szlabanu wyjść coś dobrego?

Jak najbardziej i to nie tylko wtedy, gdy chodzi o szlaban na przejeździe kolejowym. Również wtedy, gdy dzieci dostają go od rodziców. Trzeba tylko dobrze poszukać, a na pewno coś dobrego z tego wyniknie. Tylko jak to wytłumaczyć maluchowi, który czegoś bardzo chce, ale póki co, nie ma szans, by to dostał? 

Może przeczytaj mu bajkę o psie Fafiku. Nie on jeden dostał szlaban, bo wiele psów płata figle swoim właścicielom. Ale mimo to są kochane, a wybryki szybko wybaczane i zapominane. Fafik szlaban dostał tylko na tydzień, ale to był jego pierwszy raz. Tak się biedaczysko załamał, że uszło z niego połowę psiego życia. Nie bawił się, niewiele jadł i nie szczekał. Jak nie on.

Na szczęście z pomocą przybywa Afik. Czy uda mu się pomóc? Czy znajdzie sposób, by Fafik znów był sobą i razem z innymi biegał po ogrodzie ciesząc się każdą chwilą psiego życia?

Tego dowiecie się z pierwszej części drugiego rozdziału przygód Afika: “Afik i zaczarowane okulary”. Zapraszam do lektury.

 

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)
  • 2
    Udostępnienia