Rozdz. 1. Cz. 1. Super kryjówka

Na skróty

1. Super kryjówka

 

– Afik, gdzie jesteś? – głos Oli przerwał panującą w ogrodzie ciszę. – Mamo, widziałaś gdzieś Afika?

Pani Ewa nic nie odpowiedziała i cisza znów wypełniła ogród. O tej porze roku jest tu wyjątkowo pięknie. Drzewa powoli zmieniają kolory, owoce oblepiają gałęzie gruszy, jabłoni i śliwki, a wiatr na trawie robi hiszpańska falę.

Tymczasem Afik, spokojnym krokiem zmierzał w stronę parku. W ogrodzie należącym do rodziny Pogodnych, dziś nie było żadnego z jego przyjaciół. Motyl Kropek poleciał odwiedzić rodzinę, ślimak Ślinek spał zmęczony po wczorajszych porządkach, więc nawet nie było z kim porozmawiać, a co dopiero się bawić. A Afik uwielbia zabawę. Nie ma pojęcia, skąd u niego tyle energii, która napędza jego łapki, grzbiet i króciutki jak śmigiełko ogonek. Lubi też wygrzewać się na słońcu, ale dziś było na to zdecydowanie za gorąco. Co innego w parku – tam zawsze jest dużo cienia i może dziś wiać będzie przyjemny wietrzyk. Taki, co to zamiata liście i unosi szare piórka zgubione przez ptaki. W parku też łatwiej spotkać któregoś z przyjaciół.

– Cześć Afik! – usłyszał, przechodząc obok starego dębu.

– Cześć Rudaska! – odpowiedział, spoglądając w górę. Jego koleżanka z ogrodu właśnie jadła orzechowe śniadanie i na widok Afika postanowiła zrobić sobie przerwę.

– Co tu robisz? – zapytała, przełykając spory kawałek orzecha.

– W ogrodzie nudy, więc przyszedłem. Widziałaś kogoś? Moglibyśmy pobawić się w chowanego – Afik, rozglądając się, nadstawił uszu, wytężył wzrok i wysunął przed siebie nosek.

– Nie wiem, czy widziałam, bo strasznie głodna byłam, jak tu przyszłam. No i myślałam tylko o tych orzechach, co je tu ostatnio ukryłam.

Okazało się, że tuż za pagórkiem, cała przyjacielska paczka jest już w komplecie. Kot Leon i jego brat Neon, trzy zające: Kicek, Lucek i Ficek oraz kuzynka Rudaski – Kitka. Przyszli też nowi: Dyzio i Zyzio – dwa małe liski, które niedawno dołączyły do parkowej ekipy.

– Czołem wszystkim! – wybiegając zza wielkiego kretowiska, Afik przywitał się z przyjaciółmi. – Co dziś robimy?

– No jak to co? – odezwał się Dyzio. – Bawimy się w chowanego.

Tak też myślałem – Afik z uśmiechem przyjął odpowiedź Dyzia i usiadł na trawie. – Dlatego mam dla was nową super rymowankę. Zobaczycie, jest jeszcze lepsza, niż ta, którą znacie. I tak samo prosta, jak tamta.

– No szybciej. Powiedz jaka, bo już nie mogę wytrzymać. Aż mi łapy podskakują z niecierpliwości – ponaglał Dyziu, najmłodszy z zajęczej paczki.

– No dobra, dobra, już mówię.

Nie tylko Dyziu był ciekaw. Inni też przebierali nogami i nadstawiali uszy. W końcu się doczekali

Kubek, sitko i łopatka, patyk, listek, pusta siatka,
Gdy pomylisz się w liczeniu, to na pewno będzie wpadka.
Wtedy zaczniesz jeszcze raz, i nie znajdziesz nas na czas.
Raz i dwa, dwa i trzy, teraz będziesz szukać ty.

– I jak? – zapytał Afik, ciekaw, czy nowa rymowanka przypadła do gustu.

– Ale super! Jeszcze lepsza niż poprzednia! – wykrzyknęli chórem Leon i Neon.

– No, lepsza i śmieszniejsza – przytaknął zając Lucek.

– Ekstra. I masz rację, że lepsza od tamtej, choć i jej niczego nie brakuje, ale niech sobie trochę odpocznie – zaśmiał się Dyzio. – Od kogo dziś zaczynamy wyliczanie? – nieśmiało zapytał, przestępując z łapy na łapę i zamiatając puszystym, lisim ogonem, kilka przywianych przez parkowy wiatr liści. – Może ode mnie? – na te słowa wszyscy popatrzyli najpierw na Dyzia, a potem na Afika.

– No wiem, że ostatnio też ode mnie zaczynaliśmy, ale wiecie przecież jak lubię szukać – tłumaczył się, jakby każdy rwał się do szukania. A tak naprawdę wszyscy poza Dyziem, uwielbiali się chować. Ale tego Dyziu nie wiedział.

– Hm… Myślę, że skoro ostatnio zaczynaliśmy od Dyzia, to teraz jednak zaczniemy od Zyzia. Będzie sprawiedliwie.

– No dobra, niech będzie – zgodził się Dyzio. – Ale i tak myślę, że wypadnie na mnie. W końcu zawsze mam szczęście – z radością oznajmił lisek i stanął obok Afika.

Kubek, sitko i łopatka, patyk, listek, pusta siatka,
Gdy pomylisz się w liczeniu, to na pewno będzie wpadka.
Wtedy zaczniesz jeszcze raz i nie znajdziesz nas na czas.
Raz i dwa, dwa i trzy, teraz będziesz szukać ty.

Gdy wszyscy wypowiedzieli ostatnie słowa, wypadło – a jakże – na Dyzia. Zdziwił się, mimo, że wiedział o swoim szczęściu. Chyba jednak nie do końca wierzył, że tym razem się uda. Zamknął oczy i zaczął liczyć do 33 – to jego ulubiona liczba i zupełnie wystarcza, by dobrze się schować. Każdy z przyjaciół miał swoje ulubione kryjówki, choć czasem wybierali całkiem nowe. Tak, jak to dziś zrobił Afik.

– Tu na pewno nikt mnie nie znajdzie – zamiauczał po nosem, chowając się w konarze wielkiego dębu i zakrywając wejście opadłymi liśćmi. Poważnie. Dziś na pewno nikt mnie nie znajdzie – powtórzył.

Nie wiadomo, czy to zbieg okoliczności, czy może Afik niechcący wypowiedział czarodziejskie zaklęcie, ale właśnie w tym momencie, parkowy wiatr zawirował wokół drzewa i zbierając pod drodze liście, jeszcze szczelniej zakrył wejście do kryjówki.
Ciemność, brak wiatru, ciepło – to wszystko sprawiło, że Afik, czekając na dobry moment do wypukania się, zapadł w małą drzemkę. Śnił, że Dyziu poszedł w zupełnie inną stronę, dzięki czemu mógł pobiec i się wypukać. Właśnie pokonywał ostatni odcinek ścieżki dzielącej go od kamienia wypukania, gdy łapki jak sprężynki, wybiły go wysoko, pod grubą gałąź jednego z parkowych drzew.

– Ałła! – oszołomiony upadł na ziemię. – Czy ja oślepłem? Nie! Tylko nie to! Niech mi ktoś pomoże! – rozglądając się wokół, miauczał przerażony, gdy mimo otwartych oczu, wciąż nic nie widział.

Nikt jednak mu nie odpowiedział. Na szczęście słuch wciąż miał dobry, bo do jego uszu dolatywał delikatny dźwięk szeleszczących liści. I właśnie w tę stronę postanowił iść. Może spotka kogoś, kto mu pomoże wrócić do domu. Sam, nic nie widząc, mógłby tam nie trafić.
Ostrożnie zrobił jeden krok, potem drugi i gdy kolejny raz miał postawić łapkę przed siebie, jego nosek dotknął czegoś twardego. Na szczęście nic się nie stało i Afik postanowił sprawdzić drogę w innym kierunku. Jeden krok, drugi, trzeci, czwarty…

– Ałła! – tym razem trochę zabolało, bo im więcej kroków robił, tym szybciej szedł. – Co tu tyle drzew? Przecież w parku nie rosną jedno obok drugiego – dziwił się Afik.

Nie zrażając się, obrócił się nieco w prawo i spróbował jeszcze raz. Po 4 kroku, poczuł pod łapkami szeleszczące liście. Coraz więcej i więcej, jakby była ich całkiem spora górka. Grzebnął więc łapką raz, potem drugi i piąty i dziewiąty. Gdy zrobił to po raz dziesiąty, nagle odzyskał wzrok. A przynajmniej tak mu się wydawało, bo ściana liści, którą z pomocą wiatru zatkał wejście do konara, właśnie została przez niego zburzona. Otrzepując się z tych, które przyczepiły się do futerka, szeroko otworzył oczy i rozejrzał się wokół. Wciąż był w miejscu, w którym wcześniej się ukrył. I nie stracił wcale wzroku, tylko obudził się w środku wielkiego dębu. A że słońce już zachodziło, to i promienie przestały przebijać się przez kolorowe liście.

– Zyziu! Dyziu! Gdzie jesteście?! Czy ktoś mnie słyszy?! – zawołał z całych sił i nadstawił uszu. Jedyne co usłyszał w odpowiedzi, to dźwięk szeleszczących, kolorowych liści unoszonych przez popołudniowy wiatr.

– Czyżby nikt mnie już nie szukał? To niemożliwe. Zawsze szukamy do końca. A może tak dobrze się schowałem, że nikomu nie udało się mnie znaleźć i moi przyjaciele pomyśleli, że wróciłem do domu? – myślał na głos. – Rudaska! Leon! Gdzie jesteście? Czy ktoś tu jeszcze jest?

Mimo smutku, wciąż miał odrobinę nadziei, że nie został sam, a przyjaciele nie odzywają się tylko dlatego, że wiatr nie pozwala głosowi dolecieć do ich uszu. Wciąż wołał biegając i rozglądając się wokół, ale nikogo nie widział. Jakby zapadli się pod ziemię.
Do tej pory nikt nikogo nie zostawił w parku. Ale przecież nie mógł być za to zły. Jeśli nie robią mu psikusa chowając się przed nim i naprawdę już poszli, to na pewno nie zrobili tego złośliwie. Najwyraźniej Afik za dobrze się schował.
– Może, gdybym nie wchodził do konara…- pomyślał.

Nawet nie zauważył, kiedy jego smutek zamienił się w cichy płacz. Nigdy nie lubił być sam, z dala od przyjaciół. A teraz jest. Siedzi pod drzewem, pośród liści przyniesionych przez wiatr i nie wie, co ma zrobić. Pewnie czas wracać do domu, bo dziś nikt już nie będzie go tu szukał.

– Dlaczego mi to zrobili? Przyjaciele tak nie robią. Powiem im to, gdy ich spotkam. I powiem, że jeśli jeszcze raz to zrobią, to już nigdy się z nimi nie pobawię – miauczał cichutko, a oczy znów wypełniły się łzami.

c.d.n.

1. Super kryjówka – pobierz wersję pdf

Więcej o bajce “1. Super kryjówka”

Czy twoje dziecko lubi być samo?

Domyślam się, że nie. Mało kto lubi być sam, a tym bardziej nie lubi, gdy inni o nim zapomną. Tak się poczuł Afik, gdy podczas zabawy w chowanego, nikt go nie znalazł. A przecież przyjaciele tak nie robią. Szukają do końca, aż wszyscy się wypukają.

Czemu tym razem tego nie zrobili? Czy to było specjalnie, czy może stało się coś, co nie pozwoliło im znaleźć Afika. A może za dobrze się schował i myśleli, że to on pobiegł wcześniej do domu?

Zanim rozwiążemy tę zagadkę, zacznijmy od początku. Na pewno przyda się super rymowanka – wyliczanka, której dzieci mogą użyć podczas najbliższej zabawy w chowanego. Dajcie znać, czy im się spodobała 🙂

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)
  • 4
    Udostępnienia