Wszędzie dobrze, ale…

Na skróty

Wszędzie dobrze, ale… – bajka o zazdrości

 

Oni mają lepiej

– A widziałaś, jaki mieli fajny podjazd do garażu? Można by zjeżdżać na deskorolce albo hulajnodze aż do samej bramy – usłyszałem głos Krzysia, zanim jeszcze zobaczyłem go wchodzącego właśnie do domu.

– No, widziałam. A mnie się podobały schody na poddasze, takie kręcone jak na wieżę w zamku. I na poddaszu też było fajnie. Takie śmieszne ściany jakby się mieszkało pod zjeżdżalnią, albo ślizgawką – teraz do moich uszu doleciał głos Oli, której też jeszcze nie widziałem. Może dlatego, że ja leżałem na kanapie w salonie, a dzieci były jeszcze w przedpokoju i właśnie ściągały buty i wieszały przeciwdeszczowe kurtki.

– I mają basen za domem. Ale im fajnie, co nie? – zachwycał się dalej Krzyś, który w tej chwili wszedł do salonu i w końcu mogłem go zobaczyć. Tuż po nim zjawiła się Ola, a chwilę później pan Andrzej.

– Tato, ale im fajnie, że mają taki dom i basen – zaczął Krzyś, a zaraz za nim dodała Ola. – I poddasze i w piwnicy pokój gier z piłkarzykami i rzutkami, i małymi kręglami.

Skąd one biorą tyle sił, żeby tak dużo mówić? – zastanawiałem się, nie schodząc z kanapy i czekając, co też odpowie pan Andrzej na te wszystkie pochwały płynące w kierunku innego domu.

– Widzę, że spodobało się wam u mojego znajomego z firmy. Mogę was zapewnić, że jeszcze kiedyś go odwiedzimy – to ostatnie zdanie wywołało mnóstwo radości w dzieciach i uśmiechu na ich twarzyczkach. Były tak wesołe i podekscytowane, że prawie unosiły się nad ziemią. Lubię, kiedy tak się cieszą i jest w nich tyle radości, bo dzięki temu w domu jest wesoło, a ja lubię się cieszyć i śmiać i bawić.

– Ale Oliwia i Przemek mają fajnie, że mieszkają w takim fajnym domu. I mają basen, w którym się kąpią, kiedy chcą, a nie tylko wtedy, gdy mogą pojechać na pływalnię – kontynuował Krzyś, który wyglądał, jakby ktoś go zaczarował i przez to zapomniał gdzie mieszka.

– Oliwia mówiła mi, że ma nawet swój telefon i nosi go do szkoły, chociaż jest dopiero w drugiej klasie. A w swoim pokoju ma mały telewizor i może oglądać bajki kiedy tylko chce – dodała Ola, na którą też ktoś chyba rzucił jakiś czar zapomnienia.

Widziałem, że niby dzieci wróciły do domu, ale chyba nie całe. Im myśli i całe głowy jakby zostały zupełnie gdzie indziej – w domu nowych znajomych: Oliwii i Przemka, których poznali dzięki temu, że z tatą pojechali w odwiedziny. Pan Andrzej miał coś ważnego omówić z panem Grześkiem, z którym razem prowadzą firmę i pomyślał, że zabierze Krzysia i Olę. Nie wiedział jednak, że przy tej okazji, ktoś zaczaruje jego dzieci. Przecież to niemożliwe, żeby w jednej chwili zapomniały o tym, gdzie mieszkają.

– Coś mi się wydaje, że już się wam nie podoba nasz dom – odezwał się w pewnej chwili pan Andrzej, słysząc te wszystkie pochwały płynące pod adresem domu znajomego.

– No bo tamten jest fajniejszy: jest basen i fajniejszy podjazd do garażu,  fajne poddasze, w którym można mieszkać i pokój gier w piwnicy – nie przestawał wyliczać Krzyś.

– I mają fajniejsze zabawki i telefony, które mogą nosić do szkoły – dodała Ola. Widać było, że sporo zazdrości wkradło się w serduszka i głowy dzieci. Zazdrość to takie myśli i uczucia, które nic nie dają, a zabierają człowiekowi całą radość. I też sprawiają, że się zapomina, co się ma. I to chyba właśnie ten czar ktoś rzucił na Olę i Krzysia: czar zazdrości.

– Czy to znaczy, że zazdrościcie Oliwii i Przemkowi tego, że oni mają to, czego wy nie macie? – zapytał wprost pan Andrzej.

– Troszkę tak, bo oni mają fajniej… – przyznała tacie rację Ola. Troszkę zazdrościła Oliwii, choć na pewno nie spodziewała się tego, co okazało się tydzień później.

Czy naprawdę mamy gorzej?

Wtedy to pan Grzegorz zabrał swoje dzieci ze sobą, gdy umówił się na spotkanie z panem Andrzejem. Postanowili tym razem omówić ważne sprawy w domu państwa Pogodnych. Krzyś i Ola, gdy tylko zobaczyli wysiadających z samochodu gości, wybiegli przed dom i cali szczęśliwi, zaprosili Oliwię i Przemka do domu, do swoich pokoi.
Na dole panowie omawiali swoje sprawy, a dzieci na górze bawiły się w najlepsze. Ja drzemałem sobie na kanapie w salonie, ale tylko do chwili, gdy usłyszałem tupot małych nóżek po schodach prowadzących na piętro. To dzieci postanowiły przenieść się do ogrodu. No i słusznie. Pogoda była piękna i szkoda było chować się przed nią w zamkniętym pokoju.

Wybiegły przed dom, a ja razem z nimi. Wyskoczyłem jak z procy, odbiłem się z tarasu i wylądowałem tuż przed piaskownicą, w której swoje foremki do piaskowych babek rozkładała Ola. Krzyś natomiast w drugim końcu z Przemkiem zabrali się za kopanie kolejnych podziemnych garaży dla małych samochodzików. Przemek przywiózł ze sobą swoją ulubioną wywrotkę, zdalnie sterowaną, na baterie i pilota. Dzięki temu nie tylko sama jeździła do przodu i do tyłu, czy skręcała w lewo albo w prawo, ale też podnosiła burtę i wysypywała załadowany wcześniej piasek.
Krzyś zabrał z domu swoją ulubioną żółtą koparkę na korbkę, która bardzo spodobała się Przemkowi. Nigdy takiej nie widział.

– Możemy się na chwilę zamienić? – zaproponował w pewnej chwili Przemek.

– Pewnie, że możemy, tylko pokaż mi, jak się obsługuje pilota do twojej wywrotki, żebym nie zrobił karambolu – zaśmiał się Krzyś, zgadzając się na propozycję kolegi.

Sterowanie nie było trudne, dlatego już po chwili obaj chłopcy wrócili do zabawy. Tym razem Przemek zajął się kopaniem piasku i ładowaniem go z pomocą żółtej koparki na wywrotkę, którą podjeżdżał Krzyś. Widać było, że wszyscy super się bawią. Żadnej kłótni, żadnej sprzeczki. Za to dużo śmiechu i radości.
Po kolejnej godzinie spędzonej na zabawie, wesoła gromadka postanowiła przenieść się na zjeżdżalnię, która stała tuż obok piaskownicy, a dokładnie kończyła się w piaskownicy. Każdy kto zjeżdżał, lądował na piasku. Jako pierwsza na samą górę wyszła Oliwia i bez trzymania się, zjechała jak prawdziwa mistrzyni. Wszyscy bili jej brawo i po kolei wychodzili po drabince na samą górę, po czym – tak jak Oliwia, zjeżdżali na sam dół.

– Zróbmy pociąg – zaproponował Przemek.

– Super! Zróbmy pociąg! Będzie fajnie. Na pewno się uda, bo nasza zjeżdżalnia jest bardzo długa, a nie taka, jak na innych placach zabaw – zgodził się Krzyś.

Widok był wspaniały. Najpierw wszyscy wyszli na górę zjeżdżalni, potem usiedli i zaczęli powoli przesuwać się w stronę śliskiego zjazdu. W pewnej chwili Przemek i Oliwka, którzy siedzieli na przedzie, byli już na pochyłej części, a Ola i Krzyś jeszcze siedzieli na tej płaskiej części, z której się startuje.
Śmiechu było tyle, że i mnie się udzieliło. Oliwia i Przemek krzyczeli, że już prawie zjeżdżają i żeby ich mocno trzymać, bo pociąg się rozpadnie, a Ola i Krzyś robili co mogli, żeby tylko tak się nie stało. W końcu wszyscy znaleźli się na zjeżdżalni, Krzyś przestał trzymać się metalowej ramki startowej i… cały pociąg ruszył przed siebie. Najpierw lokomotywa, którą był Przemek, potem wagonik z węglem, który udawała Oliwia, a za nimi dwa wagoniki osobowe, czyli Ola i Krzyś.

Śmiali się tak głośno, że z domu wyszli pan Andrzej i pan Grzegorz, chcąc sprawdzić, co tu tak wesoło i co takiego robią dzieci. Gdy dotarli do piaskownicy, cały pociąg właśnie lądował na piasku. Najpierw lokomotywa, a zaraz za nią wagonik węglowy i dwa wagoniki osobowe. Wszyscy wylądowali miękko i bezpiecznie, ale nie bardzo umieli się podnieść. Jakby ich ktoś skleił i siedzieli w piaskownicy, czekając na pomoc. Na szczęście wszystkiemu przyglądali się panowie i szybko pospieszyli z pomocą. Podnieśli najpierw Przemka lokomotywę, potem Oliwię wagonik węglowy, a na samym końcu Olę i Krzysia, czyli dwa wagoniki osobowe.

Już dawno się tak nie uśmiałem, jak przed chwilą, gdy przyglądałem się temu wszystkiemu. Aż brzuszek ze śmiechu mnie bolał. Chyba nie tylko mnie, bo dzieci też trzymały się za brzuszki, wciąż śmiejąc się i śmiejąc.
Gdy Oliwia i Przemek odjechali z tatą do swojego domu, pan Andrzej z dziećmi wrócili do siebie i wciąż uśmiechnięci, pobiegli do łazienki by umyć się po tej całej zwariowanej zabawie.

Jak to możliwe?

Następnego dnia, gdy pan Andrzej wracał z dziećmi do domu po tym, jak odebrał ich ze szkoły i przedszkola, powiedział:

– Wiecie, co dziś powiedział mi pan Grzegorz, tata Oliwii i Przemka?

– Nie. Powiesz nam? – zapytał Krzyś.

– Powiedział, że jego dzieci wczoraj cały wieczór mówiły o naszym domu, ogrodzie, placu zabaw i tym, co tu robiłyście razem.

– To znaczy, że im się podobał? – zapytała Ola.

– Tak. I powiem wam coś jeszcze: Oliwia i Przemek chyba trochę wam zazdroszczą, że macie taki fajny ogród i plac zabaw: piaskownicę, zjeżdżalnię i karuzelę i małe boisko do kosza. I że jest taki duży ten ogród, bo można pograć w piłkę. I podobały się im wasze pokoje i zabawki, które macie. Też chcieliby takie mieć.

Gdy pan Andrzej skończył mówić, w samochodzie zapanowała dziwna cisza. Może dzieci nie mogły zrozumieć, jak można chcieć taki ogród, skoro ma się taki basen, jak mają Oliwia i Krzyś. Jak można chcieć takie pokoje i zabawki, skoro ma się takie fajne poddasze i telefony komórkowe.
Gdy cała trójka dojechała na miejsce, niewiele mówiąc weszła do domu i po chwili usiadła do obiadu, który przygotowała mama.

– Wiecie co, ja myślę, że to był bardzo dobry pomysł z tym poznaniem was ze sobą, prawda? – odezwał się do dzieci tata.

– Tak. Ja bardzo polubiłem Oliwię i Przemka. Super się z nimi bawiliśmy i Przemek dał mi się pobawić swoją zdalnie sterowaną wywrotką, a ja dałem mu swoją żółtą koparkę – przyznał tacie rację Krzyś.

– A my z Oliwią stawiałyśmy babki z piasku. Oliwia pokazała mi, jak można postawić taką wysoką piramidę z babek. Miała 6 pięter. Bardzo lubię Oliwię i cieszę się, że ją poznałam.

– Czy to znaczy, że już im nie zazdrościcie tego, że mają basen i fajny podjazd i poddasze i telefony…? – Zapytał pan Andrzej, nie bardzo wiedząc, jakiej odpowiedzi może się spodziewać.

Tu naprawdę jest super!

– Hm… – swoim zwyczajem, zamyślił się Krzyś. – Jak nam powiedziałeś, że oni nam też troszkę zazdroszczą tego, co my mamy, to pomyślałem, że chyba żartujesz. Ale potem sobie przypomniałem, że przecież mamy tyle fajnych zabawek. I puzzle, i układanki, i samochody, gry, bajki. I że nasze pokoje też są bardzo fajne, chociaż nie są na poddaszu. Dzięki temu są większe i jest więcej miejsca do zabawy, niż u Przemka i Oliwii. No i nasz ogród. Tak sobie pomyślałem, że ich ogród rzeczywiście jest bardzo mały. Mieści się w nim tylko basen i miejsce na grilla, a za basenem, jest tylko kawałeczek trawnika i od razu ogrodzenie. A u nas jest tyle miejsca, że możemy grać w piłkę, w kosza, puszczać latawce i samoloty z papieru i grać w badmintona, i leżeć na kocu pod drzewami, na których rosną jabłka i gruszki – zakończył swoje długie, ale też bardzo mądre przemyślenia Krzyś.

– Ja też tak myślę, jak Krzyś. I cieszę się, że mieszkamy tutaj, a nie gdzie indziej. Bo tu jest najfajniej – z uśmiechem stwierdziła Ola.

– Ciekawe, czy Oliwia i Przemek też doszli do takich wniosków. Jeśli nie, to będzie okazja z nimi o tym porozmawiać, bo w przyszłym tygodniu znów umówiłem się na spotkanie z Grzegorzem u niego w domu. Gdy jego dzieci się dowiedziały, od razy zaczęły mnie prosić, bym przyjechał właśnie z wami. Co wy na to? – ogłosił dobrą nowinę pan Andrzej.

– Pewnie, że chcemy. I wezmę moją łódkę na baterie, to z Przemkiem popuszczamy ją w basenie – ucieszył się Krzyś.
Czasem trzeba pomocy innych, by zobaczyć to, do czego się przyzwyczailiśmy i wydaje się nam, że gdzie indziej jest lepiej. A przecież tu, gdzie teraz jestem jest tak fajnie. Chociaż wiem, że są inne miejsca, w których też jest fajnie, ale ja wolę to, bo to jest mój dom, mój ogród i moja kochana rodzina.

Tej nocy przyśnił mi się nasz ogród. I pociąg, który dzieci zrobiły na zjeżdżalni. Ciekawe, czy ktoś widział, jak śmieję się przez sen. Bo na pewno się śmiałem. Skąd wiem? Ano wiem, bo kiedy się obudziłem, to brzuszek bolał mnie tak samo, jak wtedy, gdy oglądałem wszystko, siedząc na brzegu piaskownicy i oglądając szybki zjazd lokomotywy, węglowego wagonika, i dwóch wagoników osobowych.

Wszędzie dobrze, ale… – pobierz wersję pdf

 

Wszędzie dobrze, ale… – pobierz wersję mp3

Więcej o bajce “Wszędzie dobrze, ale…”

Moje dziecko jest zazdrosne – czy bajka o zazdrości coś tu pomoże?

Znamy to powiedzenie: Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, jednak zazdrość bywa czasem silniejsza. Dzieci lubią nowe rzeczy. Gdy je widzą, na chwilę wszystko inne, przestaje dla nich istnieć. Chcę to mieć! – krzyczą. Nieważne, ile mają. Liczy się tylko to, że nie mają tego nowego, co właśnie znalazły, zobaczyły, a co jest w posiadaniu kogoś innego.

Bajka “Wszędzie dobrze, ale…” to bajka o zazdrości. Inne dzieci mają coś, czego nie mają Ola i Krzyś. Nie mogą przestać o tym opowiadać, zachwycać się tym i zazdrościć, że rodzeństwo tego nie ma. Czy rzeczywiście tak źle im się żyje w swoim domu? Czy może na chwilę zapomnieli o tym wszystkim, co ich otacza i czego używają na co dzień? Na szczęście wkrótce poznają punkt widzenia drugiej strony. Okazało się, że ci, którym tak bardzo zazdrościli, też zazdroszczą i to Oli i Krzysiowi, choć wydawać by się mogło, że niczego im nie brakuje.

Sztuka doceniania to coś, czego można się nauczyć. Bajka o zazdrości może być dobrym początkiem. Gdy dziecko jest zazdrosne, bajka pomoże zastanowić się, co myśli osoba, której nasza pociecha czegoś zazdrości. Czy mając tę rzecz, jest bardziej szczęśliwa? A może chce czegoś innego?
Jak dowiesz się z bajki o zazdrości, jest na to sposób. Nie zawsze można z niego skorzystać, ale często tak. Można przyjaźnić się z tymi, którzy mają coś, czego my nie mamy. Wymieniać się. Wspólnie z tego korzystać. Dzielić się tym, co my mamy, a czego nie ma druga strona.

Choć nie zawsze jest to możliwe, to nigdy nie wiemy, co się wydarzy, gdy odpuścimy sobie zazdrość.

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)