Tęczowy most

Na skróty

Tęczowy most – bajka o miłości

Gdzie się zaczyna i kończy tęcza

– Mamo, mamo, patrz jaka ogromna tęcza! I jaka kolorowa! – wołała Ola z ogrodu. – Ciekawe, gdzie się zaczyna i gdzie się kończy – zastanawiała się na głos, wciąż czekając na przyjście mamy. Drobny deszczyk zdążył już nieco zmoczyć jej włosy, ale co tam. Przecież tęcza jest ważniejsza.

Po chwili w ogrodzie zjawiła się pani Ewa z małą, niebieską parasolką Oli. Przykucnęła obok córeczki i obie, jak małe grzybki, siedziały przez chwilę wpatrzone w błękitne niebo. Tam, gdzie wciąż błyszczała siedmiokolorowa tęcza. Rzeczywiście: dziś była wyjątkowo piękna, a kolory tak jasne i żywe, jakby ktoś wylał na niebo całe mnóstwo farby.

– Byłaś kiedyś mamo tam, gdzie zaczyna się tęcza? – zapytała w pewnej chwili Ola.

– Niestety nie. Choć bardzo bym chciała, bo to musi być bardzo fajne – odpowiedziała mama.

– Jakbyśmy stały na początku tęczy, to mogłybyśmy wejść na nią, jak na most. Bo to jest taki most, po którym wędrują deszczowe kropelki. Idą w parach z promykami słońca, trzymając się za ręce i wesoło podśpiewując.
Mam uśmiechnęła się na te słowa.

– Ciekawa jestem, gdzie taka tęcza się kończy – powiedziała, nie odrywając wzroku od kolorowego mostu na niebie.

– Kto wie, może kiedyś się tego dowiemy. Bardzo bym chciała, a ty? – zapytała.

– Pewnie, że bym chciała. Może tam jest jakiś skarb? Albo zamek, w którym mieszka księżniczka? – zastanawiała się Ola.

Kocie marzenie w kolorze tęczy

Przysłuchiwałem się tej rozmowie i powiem ci, że też chciałbym kiedyś znaleźć się na początku takiej prawdziwej tęczy. Wskoczyłbym na ten kolorowy most i biegł aż do samiuśkiego końca. Kiedy znalazłbym się na samej górze, pomachałbym Ślinkowi, Raptusowi i Kropkowi. Ale byliby zdziwieni, gdyby mnie tam zobaczyli.

W tym czasie, gdy ja wyobrażałem sobie, jak biegnę przez tęczowy most, Ola z mamą gdzieś zniknęły. Może poszły szukać początku tęczy? – pomyślałem, ale już po chwili wiedziałem, że tak się nie stało, Usłyszałem ich głosy dobiegające z domu. Tak się zapatrzyliśmy w tęczę, że nie zauważyliśmy, jak nadszedł czas podwieczorku.
A skoro podwieczorek, to nie może i mnie na nim zabraknąć. Po zapachu poznałem, że dla Oli mama przygotowała jej ulubiony deser, czyli szarlotka na ciepło z lodami śmietankowymi. Nie wiem, jak smakuje, ale wiem, jak przepysznie pachnie.
Moje jedzenie wciąż było dla mnie wielką niewiadomą. Zanim nie dotarłem do domu, bo wtedy, już od samych drzwi, moje oczy dostrzegły… Tak. To nie mogło być nic innego, tylko łosoś w galaretce. Taki sam, jak wczoraj. Hurra!
Nie skończyłem jeszcze wiwatować z radości, a już smakowałem to pyszne, podwieczorkowe danie. Nawet o tęczy na chwilę zapomniałem. Ale tylko na chwilę, bo – choć słońce powoli zbliżało się do horyzontu – tęcza pojawić się miała jeszcze tego samego dnia. I to niejedna.

Tęczowa bajka na dobranoc

Po pysznym podwieczorku, jedyne na co miałem ochotę, to popołudniowa drzemka. Położyłem się wygodnie na posłaniu i odpłynąłem do krainy snu.
Gdy się obudziłem, dzieci właśnie przygotowywały się do spania. Podniosłem głowę i zobaczyłem, jak Krzyś razem z mamą, wchodzi do pokoju Oli. Czyżby nocowali dziś razem? Czasem tak było. Na przykład wtedy, gdy pan Andrzej malował pokój Oli na inne kolory. Albo jak sprawdzaliśmy, czy w pokoju dzieci są jakieś potwory. Opowiadałem o tym w innej mojej historii. Też możesz ją poznać, a nosi ona tytuł: „Czy w ciemności mieszkają potwory”. Zdradzę ci tylko, że jak się okazało, żadnych potworów nie było i nie ma, a dzieci od tamtego czasu uwielbiają oglądać cienie na ścianach. Nazywają to małym teatrzykiem cieni. Każdy ma własny w swoim pokoju.

Ciekaw tego, co też wydarzy tym razem i dlaczego wszyscy poszli do jednego pokoju, pobiegłem na górę i wskoczyłem prosto do łóżka Oli. Cała gromadka ucieszyła się na mój widok i od razu każdy zaczął mnie głaskać: po główce, pod bródką, po pleckach. Aż mi się mój ogonek rozkręcił jak śmigiełko i włączył motorek – tak mówi pani Ewa, gdy zaczynam mruczeć.

– Kochani – zaczęła pani Ewa. – Dziś przed snem, chcę wam opowiedzieć piękną bajkę pt. „Tęczowy most”

– Taki, jak ten, który widzieliśmy dziś popołudniu? – Oli aż oczy zaświeciły się z radości, gdy usłyszała tytuł bajki na dobranoc.

– Bardzo podobny do tego, a może nawet jeszcze ładniejszy – wyjaśniła mama.

W czekoladowej Karinie, gdzie wszystko było z czekolady, żyły małe karmelki. Każdy dzień był słoneczny i pogodny. Na czekoladowych drzewach rosły pyszne czekoladki z masą pistacjową, miętową, kokosową, pomarańczową i gruszkowo-jabłkową. Czekoladki o tych smakach były uwielbiane przez dzieci. Karmelkowe maluchy każdego dnia przychodziły tu po śniadaniu, by zerwać sobie coś na deser. Bo przecież nie ma to, jak pyszna pistacjowa czekoladka popijana gorącym kakao.

– A gdzie był ten tęczowy most? – z nutko zniecierpliwienia w głosie, zapytał Krzyś.

– Dobre pytanie – odpowiedziała mama. – Tak naprawdę to nie był jeden most. Było ich całe mnóstwo. Dzięki nim w czekoladowej Krainie było nie tylko słodko i pachnąco, ale też bardzo kolorowo.
Tęczowe mosty były niezwykłe. Najwięcej można ich było zobaczyć w ciągu dnia, choć w nocy też się pojawiały.

– Pojawiały się i znikały? Jak to możliwe? Przecież wtedy nikt nie mógł po takim moście przejść. Albo mógłby spaść w dół, gdyby most nagle zniknął – zastanawiała się na głos Ola.

– Tak, to prawda. Mogłoby się tak stać, gdyby te mosty były takie, jak na przykład most w naszym mieście. Ale tamte mosty były inne. I przez to wyjątkowe. Nie łączyły dwóch brzegów rzeki, czy jeziora. Nie były budowane nad drogami, by mogły po nich przejeżdżać pociągi. Ani nie chodzili po nich mieszkańcy Czekoladowej Krainy.

– To po co były te mosty? – zdziwiony tym, co powiedziała mama, zapytał Krzyś.

– To były mosty, które łączyły serca karmelków. Wyglądały jak tęcza i były kolorowe jak tęcza. Nie zawsze było je widać. Pojawiały się tylko w chwili, gdy ktoś o kimś dobrze mówił, albo myślał. Kiedy spotykali się przyjaciele, dobrzy znajomi, rodzina – wtedy między nimi pojawiały się tęczowe mosty. To sprawiało, że jeszcze więcej było radości i śmiechu podczas rozmowy, albo wspólnej zabawy.
Największe mosty pojawiały się wtedy, gdy jeden karmelek wyruszał w daleką podróż. Wtedy jego rodzina, która zostawała w Czekoladowej Krainie, myślała o nim, tęskniła, rozmawiała i wspominała miłe chwile. Gdy tak się działo, na niebie pojawiały się ogromne tęczowe mosty. Ich początek był w domu karmelka i jego rodziny, a koniec tam, gdzie karmelek podróżnik właśnie przebywał. Dzięki mostom wiedział on, kiedy jego bliscy o nim myślą i mówią. I wiedział coś jeszcze: że na pewno myślą i mówią o nim dobrze, bo inaczej tęczowy most nigdy by się nie pojawił.

Tęcza – znak, że ktoś dobrze o nas myśli

– To może tęcza, którą dziś widziałyśmy w ogrodzie, to był właśnie taki most? – zastanawiała się na głos Ola. – Teraz już wiemy, gdzie jest jego początek. Pewnie jeden z karmelków wyruszył w podróż i ktoś o nim dobrze myślał i mówił. Dzięki temu na naszym niebie pojawiła się tęcza, która kończyła się w sercu tego karmelka podróżnika. Co o tym myślisz, mamo?

– Wiesz, to całkiem możliwe. Może jest tak, że nie tylko między karmelkami takie tęczowe mosty powstają. Kto wie, co widzą skrzaty, elfy, krasnale i świetliki, gdy my myślimy o innych dobrze? Pewnie też jest wtedy kolorowo i wesoło, a na pewno przyjemniej, kiedy wiemy, że ktoś o nas dobrze myśli, albo dobrze o nas mówi. Zwłaszcza, gdy nas przy tej rozmowie nie ma. Myślicie, że można poczuć, kiedy ktoś o nas dobrze mówi? – zapytała pani Ewa.

– Ja myślę, że nie, ale teraz będzie fajniej o innych dobrze mówić i myśleć. Gdy będę w szkole i pomyślę o tobie, mamo, to wyobrażę sobie, jak z mojego serca wychodzi taki duży, tęczowy most i łączy się z twoim sercem. Może dzięki temu będzie mi łatwiej wytrzymać do końca, bo czasem bardzo mi się tęskni za domem – odpowiedział Krzyś.

– A ja opowiem o tym Kasi i obie będziemy sobie wyobrażały tęczowe mosty, kiedy razem się bawimy, śmiejemy i kiedy myślimy o sobie po wyjściu z przedszkola – dodała od siebie Ola.

– Jutro sobota, więc wszyscy zostajemy w domu. A to znaczy, że będzie dużo czasu na zabawę i wspólne spędzenie czasu. Może każdy z nas narysuje siebie, a potem na dużym kartonie narysujemy tęczowe mosty, które wszystkich nas połączy. Co wy na to? – zaproponowała pani Ewa.

– Super! Jak każdy pomyśli o każdym, to będzie z tych mostów tęczowe skrzyżowanie – zaśmiał się Krzyś.

Miał rację. Bo przecież w naszej rodzinie wszyscy myślą o sobie dobrze. To znaczy, że bardzo się kochają i lubią. Cieszę się, że też tu mieszkam. Z mojego kociego serduszka też wychodzi taki tęczowy most i potem rozdziela się na kilka mniejszych mostków, żeby połączyć się z serduszkiem Krzysia, Oli, pana Andrzeja i pani Ewy. No i jeszcze mosty, które biegną do Ślinka, Kropka i Raptuska – moich najlepszych przyjaciół.

Tęczowe mosty – każdy może je budować

Ale się cieszę, że mogłem usłyszeć tę bajkę, bo teraz będzie mi jeszcze przyjemniej i jeszcze weselej. Zwłaszcza wtedy, gdy nikogo nie ma w domu. Teraz mogę o kimś pomyśleć i zbudować tęczowy most do niego. A potem wyobrażę sobie, jak biegnę po tym moście prosto do Oli do przedszkola. Przecież wszystko jest możliwe, kiedy coś sobie wyobrażamy. Dzięki temu już nigdy nie będę się nudził. I najważniejsze, że już nigdy nie będę się czuł samotny.

– Dzięki mamo, że opowiedziałaś nam o tęczowych mostach. Może nam się przyśnią? Fajnie by było. Nie mogę się już doczekać, kiedy narysujemy siebie i tęczowe mosty – powiedziała Ola.

– Ja też ci dziękuję, mamo – dodał Krzyś. – Niech ci się przyśnią takie tęczowe mosty. One będą prawdziwe, bo kiedy będę o tobie myślał przed zaśnięciem, moje serce połączy się z twoim.

– Ja też wam życzę tęczowych snów i zapewniam was, że i u mnie nie zabraknie tęczowych mostów, bo zawsze myślę przed spaniem o was i waszym tacie. Dobranoc kochani.

Pani Ewa pocałowała w policzek Olę, zgasiła nocną lampkę i razem z Krzysiem wyszliśmy z pokoju. Mama odprowadziła Krzysia do jego pokoju i życząc mu jeszcze raz kolorowych, tęczowych snów, dała mu buziaka w policzek, po czym zgasiła światła i poszła do swojego pokoju. W tym samym momencie z jej serca wyszły cztery piękne kolorowe tęczowe mosty. Jeden prowadził do pokoju Oli, drugi do pokoju Krzysia, trzeci szybował w moją stronę, a czwarty tam, dokąd szła: do sypialni, w której czekał na nią pan Andrzej.
Ja pobiegłem na dół i czułem, że w całym domu tej nocy będzie bardzo kolorowo. Nie tylko w snach.

Tęczowy most – pobierz wersję pdf

Więcej o bajce “Tęczowy most”

Czy wiesz, co dzieje się, kiedy o kimś dobrze myślisz?

Albo kiedy ktoś myśli tak o tobie? I co wspólnego ma z tym tęcza?
O tym jest “Tęczowy most”.  To bajka o miłości. Takiej, która wyraża się między innymi wysyłaniu dobrych myśli.
Bardzo możliwe, że gdy tylko przeczytasz ją swojemu dziecku, dużo łatwiej będzie mu zostać w przedszkolu, czy w szkole, albo u babci, gdy ty musisz zająć się ważnymi sprawami. Słowa mogą wiele, ale kiedy potrafimy sobie coś wyobrazić, poczuć i niemal przeżyć – ma to o wiele większą siłę działania.

To wyjątkowa bajka o miłości. Dorosłym wydaje się, że wystarczy powtarzać, że bardzo kochają swoje dzieci.

Nie wiem, czy wiesz, ale do twojego serca prowadzi teraz taki tęczowy most – myślę o tobie i o każdym, kto tu trafił i znalazł tę wyjątkową bajkę. Życzę wszystkim mnóstwa tęczowych mostów. Niech świat stanie się tak kolorowy, jak to tylko możliwe.

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •