Bajka o elfach i leśnych ludkach – część 2

Na skróty

Bajka o elfach i leśnych ludkach
część 2

Dzień minął bardzo szybko i w sumie nic niezwykłego się nie wydarzyło. Oprócz tego, że w szkole z Krzysia śmiali się trochę koledzy, bo okazało się, że niezbyt mu szła gra w hokeja na sali gimnastycznej (gra się wtedy małą piłeczką, zamiast prawdziwym krążkiem, jak na lodowisku). Wołali na niego, że jest fajtłapa i ciamajda i że gra jak fujara. Krzysiowi na początku trochę było przykro z tego powodu, ale potem przypomniał sobie rymowankę taty, która kiedyś bardzo mu pomogła, gdy śmiał się z niego Fabian. Dziś też sobie ją powtarzał i w końcu przestał się przejmować tym, co o nim mówili.

Teraz wszyscy zebrali się w pokoju Oli, by posłuchać drugiej części bajki o elfach z Bańkowej Doliny i leśnych ludkach z Doliny Łapu Capu.
Ułożyłem się wygodnie między Olą i Krzysiem, nadstawiłem uszu i czekałem. Pan Andrzej usiadł na brzegu łóżka, po czym zaczął opowiadać.

Jak bawić bez kłótni

Po krótkim spacerze przez wąwóz między górami, wszyscy dotarli na miejsce, czyli do Doliny Łapu Capu. Oczom elfów ukazał się niesamowity widok: cała dolina porośnięta była drzewami, między którymi od razu można było zobaczyć błotne zjeżdżalnie: małe, duże, strome i łagodne. Było ich tak dużo nie tylko dlatego, że to ulubiona zabawa leśnych ludków, ale przede wszystkim dlatego, że nikt nie chciał zjeżdżać razem z innymi. Działo się tak z powodu ciągłych kłótni o byle co: albo o to, kto pierwszy ma zjeżdżać, albo o to, czy połączyć sanki w pociąg, czy zjeżdżać pojedynczo. By ciągle się nie kłócić i nie tracić na to czasu, w końcu każdy leśny ludek postanowił zrobić sobie własną zjeżdżalnię i wydawało się, że problem zniknął. Tyle że, zjeżdżanie samemu z górki nie było już takie fajne, jak wtedy, gdy robi się to ze swoimi kolegami i koleżankami.

– A możemy też pozjeżdżać na waszych błotnych zjeżdżalniach? – zapytała Bibi, której kolorki na bańce aż zawirowały na myśl o super zabawie.
– Pewnie, że możecie. Tylko musicie wybrać, na której. Każdy może zjeżdżać na innej górce. Nie musicie tego robić razem – wyjaśnił Zadziorek.

– Ale razem jest najfajniej i najweselej i najśmieszniej. Wy nie zjeżdżacie razem? – zapytał zdziwiony podpowiedzią Zadziorka, Badi.

– Nie. Bo wtedy od razu się kłócimy, przezywamy, naśmiewamy się z siebie i obrażamy. Nie zastanawiamy się wiele nad tym, co mówimy. Szkoda na to czasu. Z resztą, w naszej dolinie wszystko robimy na łapu capu, czyli bez przygotowania. Uda się, to dobrze. Nie uda się, to też dobrze. Może uda się następnym razem. Tyle, że słowa też wypowiadamy bez myślenia o tym, że mogą komuś sprawić przykrość. A przecież tak się nie robi, gdy się kogoś lubi, prawda? I chyba dlatego ciągle kłóciliśmy się o te zjeżdżalnie. Łatwiej było się sprzeczać, niż usiąść na chwilę i porozmawiać, żeby znaleźć jakieś wyjście i w zgodzie dalej się bawić. Teraz tak często się nie kłócimy, bo każdy jeździ sam na swojej zjeżdżalni – wytłumaczył Zadziorek. – A wy się nie kłócicie? Przecież wszyscy się o coś kłócą – dopytał Badiego.

– Kiedyś też się kłóciliśmy, ale pewnego dnia, dobra wróżka pomogła nam to zmienić i od tamtego czasu, otoczeni jesteśmy przez te kolorowe bańki. One są po to, żebyśmy słyszeli to, co naprawdę ktoś do nas mówi, albo to, co jest dla nas dobre – wyjaśnił Korek, który przyłączył się do rozmowy z Zadziorkiem.

– Nie rozumiem – szczerze odpowiedział Zadziorek.

– No bo to jest tak jak wtedy, gdy zjeżdżacie na błotnych zjeżdżalniach. Każdy po takiej przejażdżce jest strasznie brudny, prawda? I nawet ubrania niewiele pomagają, choć dzięki nim każdy ma na sobie trochę mniej błota i łatwiej się umyć. Gdybym wtedy powiedział, że jesteś brudas, to co by to znaczyło? – próbował na przykładzie, wytłumaczyć Badi.
– To by znaczyło, że mam brudne ubranie i może trochę mam błota na rękach i na buzi, ale ja byłbym dalej leśnym ludkiem, a nie brudasem – powoli zaczął rozumieć, co miał na myśli elf.

– Czyli zamiast mówić, że jesteś brudas, jak można by było inaczej to powiedzieć? – dopytywał Badi, czując, że jest już bliski wyjaśnienia ważnej rzeczy.

– Hm… – na chwilę zamyślił się Zadziorek. – Myślę, że powiedziałbym wtedy tak: „Twoje ubranie jest brudne i masz na sobie błoto.” A to by znaczyło, że jeśli chcesz być czysty, to powinieneś się umyć i już – z uśmiechem zakończył ludek.

– Właśnie tak – ucieszył się Badi i miał nadzieję, że dzięki temu, już wkrótce wszystkie leśne ludki, przestaną się w końcu kłócić i z siebie naśmiewać.

– No, dobrze, a co, jeśli ktoś mi mówi, że jestem głupi? – ciekawe pytanie zadał Drewutek, który przysłuchiwał się całej rozmowie.

– Nasze mydlane, zaczarowane bańki tłumaczyły to tak: ktoś, kto tak ciebie nazywał, uważał, że czegoś nie wiesz, albo na czymś się nie znasz i zamiast ci to powiedzieć, wolał użyć słowa „głupi”. Czasem też mówi tak bez powodu. Może chce przez to pokazać przed innymi, jaki jest ważny, fajny i że on tu rządzi. Jeśli jednak będziesz to wiedzieć, to z czasem sam nauczysz się tłumaczyć takie
słowa i wkrótce słyszeć będziesz coś zupełnie innego.
Dawniej, gdy do mnie ktoś mówił : “jesteś głupi”, to od razu się obrażałem, złościłem i chciałem się bić. Potem, dzięki bańkom, kiedy słyszałem, że czegoś nie umiem, to albo sam próbowałem się tego nauczyć, albo prosiłem o pomoc innego elfa. Z czasem przestaliśmy sobie dokuczać. Nie robią tego też ci, którzy robili to dla śmiechu i by się popisać przed innymi. Bo co to za zabawa, jeśli ten, z którego się śmiejesz, zupełnie się tym nie przejmuje, a nawet dziękuje ci za to, że mu pomogłeś. Bez sensu, prawda?
– Racja, ale bez bańki trudno jest kogoś nie przezwać, tylko powiedzieć, o co mi tak naprawdę chodzi. Mimo to, spróbujemy, bo zjeżdżanie samemu jest do bani – zakończył Zadziorek, ale wyglądało na to, że chciałby jeszcze o coś spytać, ale nie bardzo wiedział, jak to zrobić…

– Badi, a czy możemy jutro pójść do was i zobaczyć jak mieszkacie w waszej dolinie? – zapytał nieśmiało.

– No pewnie, że tak. A teraz chodźmy na wasze zjeżdżalnie, bo już nie mogę się doczekać. Dobrze, że mamy swoje mydlane bańki, to nie będziemy musieli potem prać naszych ubranek – Badi objął ramieniem Zadziorka i razem poszli w stronę zjeżdżalni.

Tego dnia do samego wieczora wszyscy dobrze się bawili, zjeżdżając na zmianę – raz elfik, raz leśny ludek, a czasem robili nawet przeplatany pociąg, to znaczy na raz zjeżdżali połączeni ze sobą kolorowymi wstążeczkami elfik – ludek – elfik – ludek – elfik – ludek.

Narty wodne – nowa ulubiona zabawa leśnych ludków

Zgodnie z umową, następnego dnia wszyscy wyruszyli wąwozem między górami do Doliny Bańkowej, którą bardzo chciały zobaczyć leśne ludki. Gdy dotarli na miejsce, ich oczom ukazała się niezwykła tęczowa polana. Akurat padał niewielki, drobny deszczyk, a na niebie zza chmur wyjrzało słońce. Z takiego połączenia nie mogło wyjść nic innego, jak piękna, kolorowa tęcza. Teraz wszystko mieniło się
w jej kolorach: polana, bańki elfów i niebo, na którym tęcza wyglądała jak wielki kolorowy most.

Leśne ludki z zachwytu nie mogły słowa wypowiedzieć. Tak im się wszystko tu podobało, że najchętniej przeprowadziłyby się tu i zostały na zawsze. Wiedziały jednak, że to niemożliwe. Z resztą. Lubiły swoją Dolinę Łapu Capu i jak to mówią: wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Ponieważ leśne ludki nie miały baniek, dzięki którym mogłyby się ślizgać po kałużach, to elfy od razu od razu znalazły sposób, jak tę przeszkodę obejść.

– Drewutek, proszę. Zakładaj na nogi. To są wodne narty – zwrócił się do ludka Badi, kładąc przed nim piękne, kolorowe narty. – Tu masz uchwyt, który mocno trzymaj, a my polecimy i złapiemy za linki, które są do niego przymocowane. Gdy będziemy gotowi, usiądziesz na naszym rozbiegu do ślizgów, nogi z nartami spuścisz na wodę i jak usłyszysz odliczanie, mocno ściśniesz w dłoniach uchwyt
i napniesz mięśnie. Gotów?

– Chyba tak, chociaż nigdy nie pływałem na nartach wodnych, ale uwielbiam zabawy w wodzie, więc na pewno sobie poradzę. A nawet jak się nie uda, to mogę spróbować jeszcze raz – z uśmiechem potwierdził Drewutek i usiadł tak, jak poprosił go Badi.

– Do ślizgu, gotów, start! – wykrzyknęli Badi i Korek, naprężając linki. Wszyscy, którzy stali wokół ogromnej kałuży, patrzyli z zaciekawieniem, co też będzie się teraz działo, bo żaden z leśnych ludków nigdy nie widział czegoś takiego. Znali tylko ślizgi z błotnych zjeżdżalni, ale nigdy nie ślizgali się po kałużach na
nartach wodnych.
Drewutek naprężył wszystkie mięśnie i wystartował. Lekkie przerażenie na jego twarzy, już po chwili zmieniło się w wielki uśmiech. Chyba nie wierzył, że oto ślizga się po powierzchni wody. Zwykle w niej pływał, a teraz? Inni też nie mogli się nadziwić, patrząc na Drewutka i dwa elfy, dzięki którym to wszystko było możliwe.
Dzień dopiero się zaczął i czasu na zabawę było całe mnóstwo. Wszystkie leśne ludki widząc Drewutka, też chciały spróbować swoich sił na nartach wodnych. Nie każdemu udało się to za pierwszym razem, ale gdy tylko któryś wpadał do wody, już po chwili wynurzał się z niej jak mała łódź podwodna.
Ciągnięty przez parę elfów, szybko stawał na nogi, do których dopięte były wodne narty i znów ślizgał się po powierzchni, ciesząc się i śmiejąc.

Rymowanka dobra na kłótnie

Tego dnia nikt z nikim się nie kłócił. U elfów to było normalne, ale przecież leśne ludki miały z tym duże problemy. Dziś jednak było inaczej. Może to dzięki dobrej zabawie, a może przez to, że nart było tyle, ile leśnych ludków i nikt nie musiał czekać na swoją kolej? A może to spokój, życzliwość i pogodne myśli, które wypełniały każdego elfa, tak właśnie działały dziś na gości Bańkowej Doliny?
Tego nie wiem. Ważne jednak, że od teraz w obu dolinach było jeszcze weselej, bo ich mieszkańcy nie tylko chętnie się odwiedzali, ale też wciąż uczyli się od siebie czegoś nowego. Choć było to bardzo trudne, leśne ludki nauczyły się w końcu mówić wprost , o co każdemu chodzi, zamiast kogoś przezywać, czy obrażać.
Wszystkim pomagała w tym super rymowanka, której nauczyła elfów dobra wróżka, gdy pierwszy raz przybyła do ich Doliny.
Oto ona:

To, co do mnie mówi się, nie jest o mnie, to się wie.
To jest o tym, co ja mówię , i co robię, jak i gdzie.
I nie jestem przez to gorszy, że coś mi wychodzi źle,
jeśli Ci się nie podoba, to nie musisz lubić mnie.

 

– Czas spać, kochani – zakończył pan Andrzej. – Jutro, jeśli zechcecie, wrócimy do elfów i leśnych ludków i przypomnimy sobie rymowankę.
– Dzięki tato, że opowiadasz nam takie fajne bajki – śpiącym, ale miłym głosem odezwała się Ola.
– Szkoda, że my nie mamy takich baniek jak elfy – nieco zasmucony stwierdził Krzyś. – Wtedy może tak często, nie kłócilibyśmy się w szkole.
– A może niepotrzebne są żadne bańki? – wychodząc z pokoju Oli wraz z Krzysiem, tajemniczo powiedział pan Andrzej. – Dobranoc Olu. Słodkich snów.
– Dobranoc tatusiu. Tobie też niech się przyśnią takie kolorowe sny, jak tęcza z Bańkowej Doliny – odpowiedziała Ola.

Jak bawić bez kłótni w szkole

Na drugi dzień, podczas obiadu, Krzyś był trochę smutny. Nawet jedzenie mu nie smakowało, chociaż przecież lubił to, co miał na talerzu. To jednak nie ono było przyczyną jego nastroju. Zastanawiałem się, co też takiego się wydarzyło, bo przecież po wczorajszej bajce, wszystko było w jak najlepszym porządku.

– Tato, a jak zaczarowana bańka elfów przetłumaczyłaby takie słowa: jesteś nienormalny, jesteś baba, jesteś… – ee.. może lepiej nie będę tego powtarzał, bo to same głupie przezwiska. I jeszcze Hubert na mnie pluje, popycha mnie, ciągnie za bluzę – zapytał w końcu Krzyś, który już dłużej nie chciał dusić w sobie smutku, żalu i złości na kolegę.

– Jeśli nie dzieje się tak z powodu tego, że to ty pierwszy mu dokuczasz, to na dobry początek ja porozmawiam z twoją panią wychowawczynią. Niech zwróci uwagę na twojego kolegę i jego zachowanie, bo to ona w szkole opiekuje się wami i odpowiada za wasze bezpieczeństwo. Może nawet nie wie, że jej uczeń tak ci dokucza. A co do bańki, to myślę, że zamiast przykrych słów, mógłbyś
usłyszeć coś takiego:
“Nikt nie ma prawa mnie obrażać, przezywać, pluć i popychać. To, że jestem mniejszy i słabszy, nie znaczy, że można mi coś takiego robić.”
Bańki pomagały elfikom usłyszeć i pomyśleć to, co było dla nich najważniejsze i prawdziwe i co mogło im pomóc w tym, co robiły. Tobie mogłyby pomóc nie bać się kolegów i znaleźć sposób, jak sobie poradzić z tym, co ci robią w szkole, czy na podwórku. Możesz na przykład powiedzieć im, że jak będą tak robić, to nie będziesz się z nimi bawił, ale to nie zawsze pomaga, zwłaszcza, gdy oni też nie chcą się z tobą bawić. Gdy będziesz udawał, że nie słyszysz, jak cię przezywają, albo że nic się nie stało, gdy ciągną cię za bluzę, albo popchają, to w ten sposób dasz im znak, że mogą tak robić częściej, bo tobie to nie przeszkadza. Na dobry początek zawsze warto spróbować takich właśnie sposobów, bo one często pomagają i natrętni koledzy się odczepiają.
Jeśli jednak to nie pomoże i wciąż będą ci dokuczać, zamiast wpadać w taki nastrój jak dziś, zamiast płakać, czy się bać, możesz przyjść do mnie. Wtedy poszukamy innych sposobów, żeby sobie z takimi złośliwymi kolegami, czy koleżankami radzić i nie pozwalać im robić ci krzywdę. Czy możemy tak
zrobić? – zakończył tata.

– Możemy. Ale powiedz pani, żeby nie mówiła Hubertowi, że ja ci to mówiłem, dobrze? Bo on mi wtedy jeszcze bardziej będzie dokuczał i będzie się śmiał, że jestem skarżypyta, a tak przecież nie jest, prawda? – zgodził się na propozycję taty Krzyś.

– Pewnie, że nie jesteś. I może tak być, jak mówisz. Poproszę panią, by miała na niego oko na każdej przerwie i w razie czego, gdy zauważy, że Hubert znów ci dokucza, będzie mogła sama podejść i sobie z nim porozmawiać o tym, co robi i jak się zachowuje. Jutro powiesz mi, jak było i co się działo. I chcę, żebyś wiedział, że możesz na mnie liczyć. Jeśli czujesz się słaby, też coś na to poradzimy. Spokojna głowa. Damy radę. A tymczasem pamiętaj, że to, co kolega mówi o tobie, nie jest o tobie, tylko o tym, co robisz. Albo mówi to, bo sam siebie nie lubi i chce, by lubili go ci, przed którymi się popisuje. Ale wybierz z tego, co mówi, tylko to, co pomoże ci być jeszcze lepszym. Całą resztę słów zostaw, jakbyś je wyrzucał do kosza.

Pole mocy

– A jak przetłumaczyć słowo: nienormalny? – dopytał Krzyś, bo na to pytanie tata wcześniej nie udzielił mu odpowiedzi.

– To znaczy, że jesteś inny od tego, kto cię tak nazywa. Dla niego, normalni są tylko ci, którzy robią to, co on, albo to, co im każe. Ty nie przezywasz innych, nie dokuczasz im, nie bijesz ich, nie popychasz , więc dla niego jesteś nienormalny – wyjaśnił tata. – Ale czy to znaczy, że tak jest naprawdę?

– Nie, ale nie chcę, żeby mi dokuczał i mnie przezywał, albo śmiał się ze mnie, czy popychał – odpowiedział Krzyś.

– Wiem i dlatego znajdziemy coś, co będzie twoją czarodziejską bańką mydlaną – takim polem siłowym, jak mają statki kosmiczne. Pomyśl, co by to mogło być. Ja też pomyślę i jutro po szkole usiądziemy i to wszystko sobie zapiszemy. A potem znajdziemy sposób, żeby takie pole siłowe wokół ciebie zbudować – tymi słowami pan Andrzej zasiał w głowie Krzysia nie tylko ciekawość, ale też nadzieję, że wkrótce znajdzie sposób na tych, którzy mu dokuczają. To sprawiło, że przestał się smucić i zabrał się za pyszny deser, który czekał na niego już od dłuższej chwili.

– A moją zaczarowaną bańkę też mi pomożesz zrobić? – zapytała milcząca do tej pory Ola, która deser już dawno miała za sobą i teraz piła pyszny jabłkowy sok, który mama zrobiła w sokowirówce.

– Jeśli tylko zechcesz, to tak jak z Krzysiem, tak i z tobą usiądziemy i znajdziemy to, co jest do budowy bańki potrzebne. A może mama się do nas przyłączy? – tym razem, pan Andrzej zwrócił się swojej żony.

– Jeśli tylko mnie zaprosicie, to z miłą chęcią. Gdyby mogła się przydać przy budowie bańki dla Krzysia, to też chętnie pomogę. Możecie na mnie liczyć – z uśmiechem zgodziła się pani Ewa.

Sam jestem ciekaw, w jaki sposób rodzice chcą pomóc zbudować wokół dzieci takie zaczarowane bańki, albo jak to nazwał pan Andrzej, pole siłowe, ale na pewno się dowiem, bo nie przepuszczę takiej okazji, by być jutro na spotkaniu Krzysia z rodzicami, gdy tylko wróci ze szkoły.

Jeśli też chcesz się dowiedzieć, co takiego wymyślili, słuchaj moich kolejnych opowieści.

c.d.n.

Bajka o elfach i leśnych ludkach – część 2 – pobierz wersję pdf

Więcej o Bajce o elfach i leśnych ludkach – część 2 – o tym, jak się bawić bez kłótni.”

Leśne ludki z Doliny Łapu Capu nie wiedziały, jak się bawić bez kłótni. Na szczęście z pomocą przyszły elfy z Bańkowej Doliny, które w życiu w zgodzie, były dobre. Wszystko oczywiście dzięki dobrej wróżce i bańkom, które wciąż je otaczały.

Gdy leśne ludki przyszły w odwiedziny do Bańkowej Doliny, nie mogły się nadziwić, jak tam pięknie. W dodatku spadł tęczowy deszcz, po którym pojawiły się tęczowe kałuże. I to wystarczyło, by zacząć zabawę, której nie było końca. Co ciekawe, nikt z nikim się nie kłócił. Ani razu. Choć w przypadku leśnych ludków, było to dość niezwykłe.

Jak bajka o elfach i leśnych ludkach, może pomóc maluchom? Przekonaj się, jeśli wciąż nie wiedzą one, jak się bawić bez kłótni. Może zmieni się coś dzięki rymowance, a może dzięki tłumaczeniu elfów? Kto wie 😉

Zapraszam do Doliny Łapu Capu i Doliny Bańkowej na drugą część bajki o elfach i leśnych ludkach. Ciekaw też jestem  wrażeń po jej przeczytaniu. Jeśli tylko znajdziesz czas, zostaw je w komentarzu poniżej 🙂

Jeśli jeszcze nie czytałeś, zapraszam do lektury: 

Bajka o elfach i leśnych ludkach – część 1.

 

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)
  •  
  •  
  •  
  •  
  •