To jest niedobre

Na skróty

To jest niedobre

 

Gdzie się wszyscy podziewają

– Kasiu, obiad! – usłyszałem głos pani Uli. – Szybciutko, bo wystygnie! – dodała po chwili.

Na jej słowa zaburczało mi w brzuszku i w pierwszej chwili pomyślałem o mojej ulubionej karmie. Tej, którą ostatnio dostałem. Uhm… pycha. Może dziś też będzie? Mówię ci, żałuj, że nie jesteś psem. Ta karma jest przepyszna. Łapy lizać. Mógłbym ją jeść i jeść. Każdego dnia. I w nocy też.

– Kasiu! Gdzie jesteś? Za chwilę z pysznego, ciepłego obiadu, zrobi się niesmaczny, zimny obiad, a dobrze wiem, że za takim nie przepadasz – z moich marzeń pełnych pysznej karmy, wyrwało mnie jeszcze głośniejsze niż przedtem wołanie mamy Kasi.

Gdzie ona mogła pójść? Może jest z Bączkiem, bo jego też nie widziałem od paru godzin. Tak sobie smacznie spałem na werandzie, że zupełnie straciłem poczucie czasu.

– Bączek! Bączek! Gdzie jesteś? – zacząłem wołać, rozglądając się jednocześnie po ogrodzie. Ale Bączka jak nie było, tak nie ma.
Nagle, na końcu ogrodu, coś rudego przebiegło między jabłoniami. To mógł być albo Bączek, albo wiewiórka. Nie zastanawiając się dłużej, ruszyłem w tamtą stronę, by sprawdzić, czy to aby nie mój przyjaciel i… okazało się, że tak. To Bączek. Ale co to? Kto tu jeszcze jest za drzewem? Podszedłem powoli, ostrożnie, cały czas mając na oku Bączka, który tak był zajęty zabawą z tym kimś, że w ogóle mnie nie zauważył. Łapa za łapą, zbliżyłem się do miejsca, w którym można będzie zobaczyć, kto też chowa się za największym drzewem w naszym ogrodzie.

– Kici, kici – usłyszałem znajomy głos i w tym samym momencie ujrzałem Kasię.

– Tu jesteś! – zaszczekałem i z radości, że ją spotkałem, zamerdałem ogonem.

– Fafik, mój kochany psiaku! – Kasia przywitała mnie z uśmiechem i taką samą radością jak moja.  – Co tu robisz? Pewnie szukasz swojego przyjaciela. Chciałam cię zabrać z nami, ale tak smacznie spałeś, że nie chciałam cię budzić. Następnym razem, gdy będziemy się bawić w chowanego, na pewno pójdziemy we trójkę.

– Kasiu! Kasiu! – usłyszałem i odruchowo spojrzałem w stronę domu. To pani Ula stała na werandzie i patrzyła w naszą stronę. Kasia też ją zauważyła i od razu ruszyła w jej stronę.

– Już idę, mamo. A właściwie to idziemy, bo jesteśmy tu razem z Bączkiem i Fafikem – w podskokach i z uśmiechem na twarzy, Kasia zawołała do mamy i już po chwili byliśmy tam, gdzie czekała na nas pani Ula.

– Gdzie ty się podziewasz? Obiad na stole. Wołam cię i wołam, a ciebie nie ma. Wszystko będzie zimne, jeśli zaraz nie usiądziesz do stołu. Biegiem do łazienki umyć ręce i szybciutko zabieraj się za jedzenie. Dziś zupa według nowego przepisu. Mam nadzieję, że będzie ci smakować – dużo spokojniejszym tonem powiedziała pani Ula i skierowała się w stronę kuchni. Już po chwili niosła talerz zupy dla Kasi. Zapach unosił się po całym domu. Ciekawe, jaka to zupa… Może pomidorowa, ulubiona Kasi? A może ogórkowa, którą też uwielbia?

– Fafik! Bączek! A wy na co czekacie? Szybciutko biegnijcie do swoich misek. Wasz obiad też już na was czeka – z mojego zastanawiania się, wyrwał mnie głos pani Uli. Hurra! Może dziś też jest moja ulubiona karma? Ale mam na nią ochotę. Zaraz sprawdzę.
Szybciutko, nie patrząc nawet, czy Bączek słyszał zaproszenie swojej pani, popędziłem w stronę mojej miski.

– Jest! – zaszczekałem z radości i zabrałem się za jedzenie. Mój brzuszek też bardzo się ucieszył. I ogonek, który odkąd usłyszał, że idę jeść, nie przestawał merdać w jedną i drugą stronę.
Zauważyłem, że Bączek też już zajada i widać, że bardzo mu smakuje.

Ta zupa jest dobra, czy niedobra?

– Ta zupa jest niedobra – usłyszałem, gdy kończyłem pałaszować mój pyszny obiadek. – Mamo, ja nie będę jadła, bo ta zupa jest niedobra. Niedobra i już – znów głos Kasi dobiegł do moich uszu. Czemu ona tak narzeka? Przecież w domu tak ładnie pachnie i to jest właśnie zapach zupy, którą Kasia ma przed sobą na talerzu.

– Kasiu, jak to niedobra? Przecież mnie bardzo smakowała. To niemożliwe, że jest niedobra – pani Ula próbowała przekonać córeczkę, ale widząc po minie Kasi, nie za bardzo jej się to udało.

– Jest niedobra. Próbowałam. Chcę mojej pomidorowej albo ogórkowej. Nawet nie wiem, co to jest i co takiego pływa w talerzu – marszcząc czółko i układając usta w podkówkę, Kasia była bliska płaczu.

– To jest zupa kalafiorowa. Warzywka są tak miękkie, że rozpływają się w ustach – zachwalała swoje nowe danie pani Ula. – Ale jeśli nie chcesz jeść, to chyba nic nie zrobię, żeby to zmienić. Innej zupy dziś nie ma. Najwyżej zjesz tylko drugie danie, a pomidorową ugotuję na jutro. Co ty na to? – troszkę smutnym, ale pełnym zrozumienia głosem, powiedziała mama i poszła do kuchni, by nałożyć na talerz spaghetti posypane parmezanem. To danie na pewno posmakuje jej córeczce, bo wie, że należy do jej ulubionych.

– Dzień dobry! – oblizując się po obiedzie i przysłuchując się rozmowie prowadzonej przez panią Ulę i Kasię, usłyszałem męski głos, dobiegający od strony wejściowych drzwi.

– Dzień dobry, kochanie. Rozbierz się i siadaj. Obiad już gotowy – przywitała męża pani Ula i zaprosiła do stołu.
To pan Mirek, tata Kasi, właśnie wrócił z pracy.

– O, widzę, że ugotowałaś moją nową ulubioną zupę, którą jedliśmy u Andrzeja i Ewy. Ciekawe, czy tobie też wyszła taka pyszna – powiedział pan Mirek i usiadł przy stole. Gdy spojrzał na Kasię, ta wciąż była smutna i niezbyt chętna do rozmowy. A zwykle było zupełnie na odwrót. Nie przestawała opowiadać, co takiego przydarzyło się jej w czasie, gdy jej tata był w pracy. Pan Mirek postanowił więc pierwszy się odezwać i dowiedzieć, co jest przyczyną kiepskiego nastroju córeczki.

– Co to za smutna minka na twarzy mojej królewny? Czyżby coś się stało, gdy mnie nie było? Ktoś ci dokuczał? A może źle się czujesz? Kasieńko, powiedz. Może będę ci mógł jakoś pomóc i razem znajdziemy dobry humorek, który gdzieś się zawieruszył – próbował rozweselić córeczkę, ale mina Kasi ani drgnęła. Wciąż siedziała wpatrzona w talerz z zupą, która była niedobra – tak przynajmniej twierdziła dziewczynka. Może naprawdę taka była. O tym przekonałem się już po chwili, gdy talerz z taką samą zupą, znalazł się przed panem Mirkiem.

– Uhm.. co za zapach. Pachnie tak samo jak u Pogodnych. Ciekawe, czy tak samo smakuje – zastanawiał się pan Mirek i nie czekając na odpowiedź ze strony żony, zabrał się za jedzenie. Kasia przyglądała się z naprzeciwka i czekała, kiedy tata skrzywi się, gdy tylko poczuje smak tej strasznie niedobrej zupy. Ale nie bardzo mogła dostrzec jakiekolwiek oznaki niezadowolenia, czy niechęci. Zupa z talerza taty znikała tak szybko, jak znika pomidorowa, gdy za jedzenie zabiera się Kasia.
Czy to możliwe, żeby tata udawał? Może nie chciał robić przykrości swojej żonie i dlatego jadł tak, jakby mu naprawdę smakowała. Ale nie mogła mu aż tak smakować. Przecież Kasia próbowała i zupa kalafiorowa była nie do zjedzenia. Ledwo przełknęła jedną łyżkę. Drugiej na pewno nie dałaby rady.

Jest dobra, czy bardzo mi smakuje?

– Tato. Przecież ta zupa jest niedobra. Jak ty możesz ją jeść i nawet się nie skrzywić? – odezwała się dotąd milcząca Kasia.

– Ta zupa… – i tu pan Mirek zawahał się, jakby szukał właściwego, najlepszego słowa – …bardzo mi smakuje – dokończył zdanie, co oznaczało, że znalazł to, co szukał, czyli słowa, którymi powiedział to, co myśli.

– To znaczy, że jest dobra? – dopytywała troszkę zaskoczona odpowiedzią taty, Kasia.

– Hm… widzisz Kasiu – zaczął pan Mirek, po czym nabrał ostatnią łyżkę zupy, włożył do ust i zamknął oczy. – Mmmm… jak ja uwielbiam tę zupę – rozpływał się w zachwycie nad daniem, które przygotowała pani Ula.

– O czym to ja mówiłem? Aha. Widzisz Kasiu, tak naprawdę ta zupa nie jest ani dobra, ani zła – powiedział pan Mirek.

– Jak to ani dobra, ani zła? To jaka jest? Przecież jakaś musi być, prawda? – Kasia nie bardzo wiedziała, co o tym wszystkim myśleć i chyba troszkę się pogubiła. Przecież wiedziała, że zupa jest niedobra, czyli zła. A teraz tata mówi, że nie jest ani dobra, ani zła.

– Najlepiej będzie, jeśli wytłumaczę ci to na innym przykładzie. Lubisz lody czekoladowe? – zapytał pan Mirek.

– Przecież wiesz, że najbardziej na świecie. Są przepyszne. Żadne inne tak mi nie smakują. No, może jeszcze truskawkowe, ale te smakują mi troszkę mniej – odpowiedziała Kasia i widać było, że w tej samej chwili poczuła, jak bardzo chciałaby takie lody zjeść.

– No widzisz. A mój kolega z pracy bardzo nie lubi lodów czekoladowych. Za to uwielbia cytrynowe i kawowe. Kiedy zapytałem go, czemu nie lubi czekoladowych, odpowiedział, że są niedobre i nie wie, jak można takie lody lubić. Przecież są za słodkie – wyjaśnił pan Mirek.

– Jak to za słodkie? Czekoladowe są w sam raz – Kasia nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.

– To ciekawe, bo mój kolega twierdzi coś zupełnie innego. A wszystko przez to, że każdy z nas może lubić coś innego. Każdemu może się coś innego podobać. Każdy z nas jest inny, choć mamy też dużo wspólnego. Bo przecież ja też uwielbiam lody czekoladowe i truskawkowe. Tak jak ty. Ale to, że ktoś inny ich nie lubi, nie znaczy, że są niedobre.

– Czyli, że dla mnie lody czekoladowe są dobre, a dla twojego kolegi są złe, tak? – zapytała Kasia.

– Myślę, że lepiej jest, gdy zamiast mówić, że coś jest dobre, albo złe, mówimy, że coś nam smakuje, albo nie. Możemy też mówić, że coś nam się podoba albo nie podoba – odpowiedział tata Kasi. Miał nadzieję, że dobrze to wytłumaczył, ale wciąż pozostawała sprawa zupy. Czy była dobra, czy niedobra. Nie był pewien, czy Kasia dobrze wszystko zrozumiała.

– Czy teraz wiesz, dlaczego powiedziałem, że zupa kalafiorowa bardzo mi smakuje i ją uwielbiam? – dopytał, chcąc sprawdzić, czy wszystko jest jasne.

– Tak. Myślę, że tak. Zupa, tak jak lody czekoladowe, nie jest ani dobra, ani zła. Po prostu tobie smakuje, a mnie nie. Mamy inne smaki. Dobrze, że lody lubimy takie same, bo możemy kupić dwa pudełka i razem je zjeść podczas oglądania bajki – odpowiedziała Kasia.

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale pan Mirek ma rację. Kiedy mówię Bączkowi, że dzisiaj pogoda jest brzydka, to on się złości, bo jak można nie lubić deszczu. Przecież po nim są kałuże, przez które można skakać. I powietrze jest takie świeże. I czasem na niebie jest tęcza. Bączek uwielbia, kiedy pada deszcz. Lubi patrzeć na szybę, po której spływają małe i duże krople wody. Mówi, że to najlepsze wyścigi, jakie w życiu widział. Może tak siedzieć godzinami i oglądać kropelkową Formułę 1.

Od dziś będę mówił, że ja nie lubię kiedy pada deszcz. Lubię, gdy pogoda jest słoneczna. Może dzięki temu Bączek nie będzie się już złościł i nasza przyjaźń będzie jeszcze wspanialsza.

To jest niedobre – pobierz wersję pdf

Więcej o bajce “To jest niedobre”

Oto bajka o jedzeniu – idealna, gdy dziecku nie smakuje

A właściwie o niejedzeniu. Gdy dziecku nie smakuje jedzenie, marudzeniom przy stole nie ma końca. To obrazek znany każdemu rodzicowi. Jeśli nie chcesz go oglądać, przeczytaj bajkę i skorzystaj z przykładu. Dowiesz się, jak to możliwe, że jakieś danie może być ani dobre, ani złe.

Jako dorośli czasem zapominamy, że też mamy swoje nielubiane dania. Idziemy za radą innych, którzy twierdzą, że dziecko powinno jeść wszystko. Zwłaszcza to, co jest pożywne i zdrowe. Tu się zgadzam, ale co ze smakiem tych potraw. Czy nie można tego pogodzić?

Wszystko da się zrobić. Potrzebne jest tylko zrozumienie.
Gdy dziecku nie smakuje, to znak, że pora na bajkę o jedzeniu. Może dzięki niej uda nam się znaleźć drzwi do świata smaków naszej pociechy. A wtedy łatwiej będzie tam wnieść coś, co jest dobre i co spotka się z zachwytem małego degustatora.

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)