Prawdziwy zwycięzca

Na skróty

Prawdziwy zwycięzca

Wymarzony wyścig

To był wyjątkowy dzień, a jego bohaterem był mój przyjaciel Bączek.
Dziś w parku, Pan Sowa zorganizował doroczny wyścig zwierząt. Każdy, nie tylko mieszkaniec parku, mógł wziąć w nim udział. Gdy Bączek się o tym dowiedział, aż podskoczył z radości. Uwielbia się ścigać i jest naprawdę szybki. Choć ma niewiele lat, to szybszego kota w życiu nie spotkałem. A z kilkoma w swoim życiu miałem okazję się ścigać. Z każdym wygrywałem. Z Bączkiem nie udało mi się do tej pory ani razu. Cóż, nie muszę. Przecież nie to jest najważniejsze w naszej przyjaźni. Wystarczy mi, że spędzamy razem czas. I to bardzo miło.
Od samego rana Bączek był bardzo przejęty startem w wyścigu. Nie pokazywał tego po sobie, ale doskonale to wyczuwałem. Znam tego małego rudzielca i wiem, kiedy niczym się nie przejmuje, a kiedy troszkę się denerwuje, bo na czymś bardzo mu zależy. Dziś chciał wygrać. Wie, jak dobry jest w bieganiu na długie dystanse. A wyścig w parku do najkrótszych nie należy. Oj, nie.

– Bączek, może byśmy już się zbierali do wyjścia? Lepiej być wcześniej na miejscu, żeby się zapisać, dostać numer startowy i trochę rozgrzać mięśnie. Co ty na to?

– Masz rację, Fafik. Tu już nic dziś nie zrobię, a jeśli teraz ruszymy do parku, to przynajmniej będę wiedział, że się nie spóźnię. Przecież w drodze wszystko może się zdarzyć. Dlatego lepiej mieć trochę czasu w zapasie.

Po tych słowach Bączka, truchcikiem ruszyliśmy w kierunku trasy wyścigu. Po drodze mijaliśmy wróble, sroki, gawrony i skowronki. Wszyscy lecieli do parku. To wielki dzień i każdy o tym wiedział. Rozmawiało się o tym od miesiąca. Próbowano zgadnąć, kto wygra w tym roku. W poprzednim najlepsza była wiewiórka Rudaska. Drugi był lisek Kitek, a trzeci pies sąsiadów, Ciapek. Bączek wtedy jeszcze tu nie mieszkał. W innym przypadku, pewnie też by startował i kto wie, może wygrałby zamiast Rudaski…

– Ale się cieszę, że będę się ścigał. Uwielbiam biegać, a teraz mogę jeszcze zdobyć nagrodę – złoty medal. Widziałem ten, który Rudaska dostała w tamtym roku. Jest piękny – rozmarzył się Bączek. – Pomyśl Fafik, wracamy po wyścigu, ja mam na szyi medal i wszyscy biją nam brawo, podbiegają, gratulują. Jestem sławny, bo jeszcze długo w parku opowiadają, jak wygrałem i że jestem najszybszym kotem w okolicy. A może nawet na świecie.

– Fajnie by było. I tego ci życzę, Bączek. Jestem dumny, że w ogóle bierzesz udział w wyścigu. Może za rok ja też wezmę udział, bo chciałbym sprawdzić, jak szybko potrafię biegać. Wiem, że ty jesteś szybszy ode mnie, ale ciekaw jestem, kto jeszcze. A może wtedy obaj zdobędziemy medale – ty złoty, a ja srebrny? – moja głowa wypełniła się marzeniami.

Lubię marzyć i wiem, że to, czego bardzo chcemy i o czym ciągle myślimy, w końcu się spełni. Dzięki temu, że wiemy, co chcemy robić albo kim być, codziennie możemy zrobić coś, co nam pomoże to marzenie spełnić. Ja od dziś zaczynam ćwiczyć bieganie, żeby dobrze przygotować się do kolejnego wyścigu w parku. A wtedy moje marzenie na pewno się spełni.
I tak, już po chwili, dotarliśmy na miejsce startu. Zawodników było całkiem sporo. Nie wiedziałem, że aż tyle zwierzątek lubi się ścigać. To chyba dobrze, bo dzięki temu wyścig będzie jeszcze ciekawszy. Może komuś uda się już na samym początku wyprzedzić całą grupę i wysunąć się na prowadzenie?

Fafik chodź tu. Pokażę ci, gdzie zawodnicy zapisują się do wyścigu i dostają numerki startowe. Dzięki temu w następnym roku będziesz już wiedział – usłyszałem głos Bączka. Pobiegłem czym prędzej, by wszystko dokładnie zobaczyć i zapamiętać. Byłem też ciekaw, jak to wygląda.

– Jak masz na imię? – zapytał jeżyk, który zajmował się zapisami zawodników i przydzielaniem numerów startowych.

– Bączek. Mam na imię Bączek i startuję pierwszy raz – dumnie odparł mój przyjaciel.

– Dobrze. Zapisałem twoje imię, a tu jest twój numer startowy – z uśmiechem stwierdził jeżyk, po czym podał Bączkowi małą tabliczkę z kory, na której wyryta była duża cyfra 7. Tabliczka miała doczepione dwie kolorowe gumki, by każdy zawodnik, niezależnie od tego, jak był duży, mógł ją założyć na siebie tak, by mu nie przeszkadzała podczas wyścigu.

– Bardzo dziękuję. To moja ulubiona liczba i na pewno przyniesie mi szczęście – stwierdził zadowolony i uśmiechnięty Bączek.

Do biegu gotowi? START

Cali szczęśliwi, udaliśmy się na miejsce startu, gdzie Bączek ustawił się jako siódmy, zgodnie z numerem, który otrzymał od jeżyka.
Usiadłem pod drzewem, które rosło na małym wzniesieniu. Dzięki temu mogłem wszystko dobrze widzieć. A na pewno widziałem Bączka, który rozgrzewał się właśnie na linii startowej. Na pewno mu się uda. Jest przecież najlepszy. Wiem, że jest wielu innych, bardzo szybkich zawodników, ale Bączek jest najszybszy i dziś wszyscy się o tym dowiedzą.
Gdy zawodnicy byli gotowi do startu, głos zabrał pan Sowa:

– Dziękuję wszystkim za tak liczne przybycie. Zawodnikom za to, że zdecydowali się na udział – bez nich przecież wyścig nie mógłby się odbyć. Widzom za przybycie i dopingowanie podczas całego biegu. Życzę dobrej zabawy i szczęśliwego ukończenia biegu. Nie należy do najłatwiejszych, ale widzę, że zawodnicy są dziś bardzo dobrze przygotowani. Na pewno poradzicie sobie z małymi przeszkodami, które przygotowaliśmy na trasie wyścigu.

Wszyscy w ciszy i skupieniu słuchali tego, o czym mówił pan Sowa. Dopiero gdy wspomniał o przeszkodach, wśród zawodników dało się słyszeć krótkie i przyciszone pytania:

– Jakie przeszkody? Czy damy radę je pokonać? Czy są dobrze oznakowane? Mam nadzieję, że nic złego mi się nie stanie. Po co w ogóle takie przeszkody? Przecież już sam wyścig jest wystarczająco trudny. Tak długa trasa potrafi nieźle zmęczyć – mówili jeden przez drugiego.

– Spokojnie, kochani, spokojnie – odezwał się pan Sowa, słysząc pomruk słyszany na linii startowej. – Przeszkody są łatwe do pokonania. Dzięki nim wyścig będzie ciekawszy dla oglądających, więc nie macie powodów do zmartwienia. Czy wszyscy są gotowi? – zakończył pytaniem swoją wypowiedź i spojrzał na całą piętnastkę, prężącą łapki do biegu.

– Tak, tak, jesteśmy gotowi – dało się słyszeć głosy zwierzątek, które widać było, że nie mogą się już doczekać, kiedy wreszcie usłyszą sygnał startowy.

– Uwaga! Uwaga! Wszyscy zawodnicy. Do biegu… gotowi… START! – najgłośniej jak tylko umiał, pan Sowa dał sygnał do startu. Razem ze słowem START, wszyscy usłyszeli głośny huk – to dzięcioł Dudek przebił swoim ostrym dziobem żółty balon znaleziony w konarach jednego z drzew w parku.

Patrzyłem na to wszystko z wielkim przejęciem. Gdy tylko zawodnicy ruszyli, ja swój wzrok skupiłem na Bączku – przecież to jemu kibicowałem. Bardzo chciałem, by wygrał. Zresztą wygrana mu się należy – jest najszybszym zwierzakiem w okolicy.
Już po chwili wszyscy zniknęli za pierwszym zakrętem parkowej ścieżki. Postanowiłem pobiec na skróty przez park, by zobaczyć, jak Bączek radzi sobie z pierwszą przeszkodą, o której wspomniał pan Sowa. Kiedy znalazłem się na miejscu, żadnego z zawodników jeszcze nie było.
Każdy z biegnących miał do pokonania tor przeszkód. Na początku bieg slalomem między drzewami, które zostały specjalnie oznaczone. Za ostatnim drzewem ustawiona była wąska, drewniana kładka – do której wykorzystano stary, gruby konar drzewa. Każdy z zawodników miał za zadanie przebiec po niej bez przystanku. Gdyby zdarzyło się, że stracił równowagę, miał wrócić na początek slalomu i wykonać zadanie jeszcze raz.

Czekałem z niecierpliwością, kiedy zobaczę Bączka. Ciekaw byłem, czy dalej jest trzeci, czy może udało mu się kogoś wyprzedzić. Zaraz po starcie biegł zaraz za Rudaską i Ciapkiem, ale przecież wszystko mogło się zmienić. Od tamtej chwili minęło już trochę czasu.
Nagle usłyszałem tupot małych łapek i od razu pomyślałem, że to mój przyjaciel. Niestety, tym razem się myliłem. To Rudaska zaczęła swój drzewny slalom i pokonała go bezbłędnie. Na koniec, z gracją przebiegła po konarowej kładce i popędziła przed siebie. Gdy kończyła pokonywać pierwszą przeszkodę, zza drzew wybiegł Bączek. Tak! To on! A to znaczy, że udało mu się wyprzedzić Ciapka. Teraz jest drugi i ma jeszcze większe szanse na to, by wygrać. Doskonale poradził sobie ze slalomem, potem – jak każdy zwinny kot, który nie jeden raz chodził po płocie – pokonał odcinek z kładką i pomknął przed siebie. Był naprawdę szybki. Takiego jeszcze go nie widziałem.

Nie czekałem tu dłużej, tylko pobiegłem w stronę mety. Tam, już wkrótce, mieli pojawić się pierwsi zawodnicy. Miałem cichą nadzieję, że jako pierwszy pojawi się Bączek.
Na skróty, przez park, dobiegłem w okolice mety. Znalazłem wolne miejsce kilkanaście metrów przed jej linią i czekałem. Z daleka słychać było dopingowanie biegaczy, a to mogło oznaczać tylko jedno: są już blisko. Rudaska, czy Bączek? A może Ciapek przyspieszył i wyprzedził wszystkich? O tym miałem się przekonać już za chwilę.
Skupiony wpatrywałem się w ostatni zakręt dzielący zawodników od mety wyścigu.

Na ratunek Rudasce

– Są! – krzyknąłem i poderwałem się z miejsca. Pierwsza biegła Rudaska, a niedaleko za nią, Bączek. Biegli naprawdę szybko. Wydawało się, że Bączek dogania wiewiórkę, ale za dobrze tego nie widziałem, bo byli za daleko od miejsca, w którym stałem.
W pewnej chwili Rudaska odbiła się bardzo mocno i wyskoczyła tak wysoko, jak jeszcze nigdy w życiu nie widziałem. A znam ją już chwilę i wiem, co potrafi ta mała, zwinna wiewiórka. Leciała przed siebie i leciała, jakby w ogóle nie zamierzała wylądować. Takie przynajmniej miałem wrażenie. Gdy w końcu jej przednie łapki dotknęły ziemi, Rudaska zaczęła turlać się w stronę mety. Po kilku przewrotach, zatrzymała się i… zamiast biec dalej, leżała nieruchomo, jakby coś jej się stało. Bączek tylko śmignął obok niej i popędził w stronę mety. Wiedział, że tuż za jego plecami, biegnie Ciapek i cała reszta zawodników, więc nie mógł sobie pozwolić na żadne przystanki, czy oglądanie się za siebie.

Serce biło mi jak szalone. Tak. Bączek zdobędzie złoty medal – myślałem z dumą i już widziałem, jak obaj wracamy do domu wśród wiwatów i oklasków przybyłych na wyścig zwierzątek.
Nagle patrzę i oczom nie wierzę. Bączek, zamiast co tchu pędzić do mety, zatrzymał się i zaczął biec w przeciwnym kierunku.

– Bączek! Meta jest w drugą stronę! – zawołałem z całych sił, mając nadzieję, że mój głos przebije się przez doping zebranych widzów.

Bączek chyba mnie nie słyszał, bo nie zmienił kierunku biegu. Zatrzymał się dopiero przy Rudasce, która wciąż leżała na parkowej ścieżce. Widziałem, jak mój przyjaciel bierze łapkę wiewiórki i coś do niej mówi. Może straciła przytomność, bo dopiero po chwili podniosła głowę i powoli wstała na 4 łapki. Oparła jedną na szyki Bączka i utykając, ruszyła z nim w stronę mety.
Podczas gdy Bączek pomagał Rudasce, do mety popędził jak strzała Ciapek, a za nim pozostali uczestnicy wyścigu.
Mój przyjaciel z ranną wiewiórką linię mety przekroczył jako ostatni, ale to on był dla mnie prawdziwym zwycięzcą. Nawet teraz, kiedy wspominam to wszystko, w oku kręci mi się łza wzruszenia. Jestem dumny z Bączka. Wiem, jak bardzo zależało mu na wygranej i na złotym medalu. Mimo to, wybrał coś innego: pomoc rannej Rudasce.

Za rok na pewno pan Sowa zorganizuje kolejny wyścig w parku. Może wtedy obaj weźmiemy w nim udział? Mam nadzieję, że Rudaska szybko wróci do zdrowia. Obiecaliśmy z Bączkiem, że odwiedzimy ją jutro. Przecież od tego są przyjaciele.

Prawdziwy zwycięzca – pobierz wersję pdf

Więcej o bajce “Prawdziwy zwycięzca”

Wiesz, jaki jest prawdziwy przyjaciel?

A twoje dzieci wiedzą? Przeczytaj bajkę o przyjaciołach. Tym razem jeden z nich poświęcił swoje marzenie. Oddał coś, co było dla niego ważne, by pomóc wiewiórce, która była w potrzebie. Czy nie tak zachowuje się prawdziwy przyjaciel?

Bajka o przyjaźni to dobry sposób na przekazanie dziecku, jaki powinien być prawdziwy przyjaciel. Może dzięki temu, gdy spotka takiego w swoim życiu, będzie umiało odwdzięczyć się tym samym i w ten sposób umocnić przyjaźń.
Bajki pobudzają też wyobraźnię, rozbudzają pragnienia – również te dotyczące posiadania przyjaciół. Dodatkowo dzieci brać będę udział w przeróżnych zawodach. Znając historię Bączka, będzie wiedziało, co w takich sytuacjach jest ważniejsze.

Jeśli spodobała Ci się ta bajka, sięgnij po więcej 
Bajki w wersji do i

 

Przygody kota Afika - Bajki pełne dobrych myśli

 

21 bajek
Ponad 6 godzin słuchania
Pozytywne przekonania w formie rymowanek.

Wzruszają, śmieszą, uczą, zapadają w serce i umysł

Pobierz pełną wersję jednej z bajek

Kup teraz

 

Jeśli uważasz, że warto, podaj dalej :)